Wycieczka na Podlasie | II Rajd JakTAJMERA

Za nami intensywny rajdowy weekend. W sobotę braliśmy udział w rajdzie Praskie Klimaty (zajęliśmy miejsce tuż za podium, ale otrzymaliśmy z tego tytułu suwenir, a sam rajd nam się podobał), natomiast w niedzielę odbyliśmy całodniową wyprawę na Podlasie, aby wystartować tam w drugiej edycji Rajdu JakTAJMERA organizowanego przez białostocki Metro Retro Youngtimer Club. Tym razem startowaliśmy wspólnie z ekipą Wrostów Ściany Wschodniej, ze mną w roli pilota.

Naszym rajdowym automobilem został najwolniejszy z całego garażu wóz, Fiat Uno. Zapakowaliśmy się do gabloty i wyruszyliśmy w drogę, meldując się na miejscu startu jakoś niedługo przed odprawą, kiedy większość załóg już była na miejscu. Zbiórka odbywała się przed Muzeum Na Węglowej, będącym lokalnym muzeum motoryzacji, z bardzo ciekawymi eksponatami. Załóg było trochę ponad 50, a wśród nich kilka razem z nami przyjezdnych z Warszawy. Dominującym samochodem był zdecydowanie Mercedes, było także sporo pojazdów z demoludu, ale zaskakująco silna była też reprezentacja francuska, z np. Renault 5, a także kilka samochodów amerykańskich, m.in. późniejszy zwycięzca konkursu elegancji, Buick Riviera.

Czas na odprawę. Chyba pierwszy raz w mojej rajdowej karierze słuchałem odprawy, po której wiedziałem absolutnie wszystko, nie musiałem o nic dopytywać ani niczego się domyślać. Zawsze są jakieś drobne niejasności, które zostawiają pole do interpretacji, a tutaj całość została objaśniona tak łopatologicznie, że szach mat. Główny wątek był dość klasyczny, czyli strzałkowy itinerer z graficznymi uzupełnieniami. Urozmaiceniem było coś na kształt planu/ślepej mapy, które zawierało wyciętą z mapy trasę przejazdu, bez skrzyżowań, a jedynie ślad rajdu. Zadaniami na całą trasę było znalezienie odpowiedzi na pytania oraz odnalezienie obiektów ze zdjęć z trasy. Bardzo fajną zabawą na trasie była „rywalizacja” o tytuł Dzbana Rajdu. Pierwsza załoga otrzymywała na starcie Dzban i musiała się go jak najszybciej pozbyć. Zasady były takie, że należało go przekazać innej załodze, a obdarowani musieli zrobić to samo dalej. Nie można było oddać bezpośrednio Dzbana tej samej załodze. Był to taki gorący kartofel, z którym nie można było wjechać na metę. „Zwycięzca” tej osobliwej sztafety otrzymywał nagrodę Dzbana Rajdu.

Otrzymaliśmy ostatni numer startowy, więc czekając na naszą kolej oglądaliśmy sobie nieco otoczenie Muzeum. Za budynkiem znajduje się plac, gdzie chomikowanych jest trochę aut czekających na lepsze czasy. Wśród nich znajduje się m.in. niebieski Maluch, będący niegdyś własnością jednego z członków ekipy Wrostów. Nie odmówiliśmy sobie pamiątkowego zdjęcia.

fot. Wrosty Ściany Wschodniej

Kiedy przyszła nasza kolej, dostaliśmy resztę materiałów, to jest zdjęcia do odnalezienia oraz zestaw pytań, których było aż 50. Startujące załogi miały wybór, czy startują w klasie turystycznej, czy motoryzacyjnej. Ta pierwsza była prostsza, natomiast druga bardziej ukierunkowana na specjalistyczną wiedzę. Oczywiście, że bierzemy motoryzacyjną, o co Wy nas pytacie?! Byliśmy ostatni w stawce, toteż zaraz po naszym starcie biuro się zwinęło i pojechało w teren.

Początkowy fragment trasy prowadził przez różne zakamarki Białegostoku, gdzie było dosyć duże zagęszczenie pytań i zdjęć. Następnie trasa opuściła obszar zabudowany i przeniosła się na łono natury, zaliczając po drodze miejscowości takie, jak Wasilków czy Supraśl. Częstotliwość zadań nieco się zmniejszyła, aczkolwiek trzeba było być czujnym, bo niektóre wymagały spostrzegawczości. Zapis trasy był niezwykle przejrzysty i jednoznaczny, a jak popełnialiśmy błędy, to na własne życzenie. Ogólnie, wszystko szło gładko i przyjemnie…

…aż tu nagle, WTEM. Podczas dynamicznego rozpędzania się i brawurowej zmianie biegu, szlag trafił mechanizm zmiany biegów. Dźwignia straciła połączenie ze skrzynią, w której została zaklinowana trójka. Akurat ze wszystkich możliwości, trafiło nam się najmniejsze zło, bo na trójce da się i ruszyć i jechać, aczkolwiek wizja powrotu do Warszawy na trzecim biegu była mało optymistyczna. Na szczęście, dzięki wsparciu materialnemu ekipy z UAZa (której bardzo za pomoc dziękujemy), poskładaliśmy wszystkie wodziki na opaski i pojechaliśmy dalej.

Przerywnikiem dla pytań i zdjęć były punkty zabawowe, dwa zręcznościowe, jeden na wiedzę (samoobsługowy). Ten ostatni przedstawiał mapę Europy sprzed upadku jedynego słusznego ustroju oraz zdjęcia modeli samochodów w tych krajach produkowanych, a w ramach zadania należało dopasować model do kraju. Pierwszy na trasie punkt zręcznościowy polegał na ułożeniu puzzli z obrazkiem samochodu. Drugi był wariacją gry w rzutki, gdzie należało częściami samochodowymi o różnym gabarycie i różnej masie celować w pola z punktami. Tutaj daliśmy „czadu”, bo dwa z trzech rzutów poleciały poza tarczę, a jeden wylądował na bardzo nisko punktowanym polu.

Pod koniec trasy pytania się mocno zagęściły, przez co nieco przegrzały nam się zwoje mózgowe. Na szczęście, większość pytań nie wymagała długiego szukania odpowiedzi, aczkolwiek niektóre odpowiedzi nie były oczywiste i trzeba było trochę pogłówkować. Na metę wjechaliśmy jakoś po około 4 godzinach jazdy, więc nie było źle. Startowaliśmy jako ostatni, ale przyjechało po nas jeszcze kilka załóg. Zanim zdaliśmy kartę, czekał nas jeszcze test wyczucia samochodu, przez podjechanie jak najbliżej słupka. Na szczęście, samochody z lat 80 są tak kwadratowe, że poszło nam całkiem nieźle.

fot. Wrosty Ściany Wschodniej
fot. Wrosty Ściany Wschodniej

Czas na relaks, posiłek, rozprostowanie kości. Stosunkowo prędko, bo niecałą godzinę po naszym przyjechaniu na metę, ogłoszone zostały wyniki. Ogółem nagradzano dziesięć załóg: po trzy za miejsca na pudle w klasie turystycznej i motoryzacyjnej, najlepszą załogę jadącą w Mercedesie (jako iż było ich naprawdę dużo, stworzono dla nich odrębną kategorię) oraz dwie w konkursie elegancji: za najciekawszy pojazd i za najlepsze przebranie. Bonusem był Dzban dla załogi, która przywiozła go na metę.

I cóż tu się wydarzyło? Mieliśmy jedną z najlepiej wypełnionych kart drogowych (1 błąd), najlepszy wynik w szukaniu zdjęć (nie trafiliśmy tylko jednego), dobre wyniki w dwóch z trzech punktów kontroli przejazdu, a zajęliśmy… 12 miejsce. Niestety, zaważył trzeci punkt, na którym kompletnie daliśmy ciała i zdobyliśmy na nim prawie 9/10 naszych końcowych punktów! Organizatorzy stosowali dla całego rajdu przelicznik 50 pkt. za błąd, za całość mieliśmy punktów 1100, a aż 900 z nich za trzeci punkt kontroli przejazdu. Dramat.

Tym niemniej, sam rajd uważamy za świetny. Klimat, formuła, zapis trasy, ciekawe zadania, wszystko było jak trzeba. Reasumując, było warto jechać tyle kilometrów i spędzić ten czas z dala od domu. Właściwie, trudno szukać jakichś niedoróbek, ale jeżeli już mielibyśmy…

Nie ukrywamy, że ogromny zapał oraz radość z wycieczki do Białegostoku i uczestniczenia w rajdzie zostały nieco zgaszone przez brak ważenia punktacji. Ok, wiemy, zasady były takie same dla wszystkich, jednak uważamy, iż dużo więcej „ważą” zadania z trasy, aniżeli punkty zabawowe, zwłaszcza te o dużym stopniu losowości. Skończyło się na tym, iż niemały wysiłek z całej trasy, polegający na szukaniu odpowiedzi na pytania oraz wypatrywaniu zdjęć, podczas jednoczesnego pilnowania poprawności przejazdu i wpisu odpowiedzi w kartę drogową, został zrujnowany przez nietrafienie tarczą hamulcową w płachtę. Smutek.

Ale i tak ogromne wyrazy uznania za przygotowanie świetnej imprezy!

Tymczasem w drodze powrotnej, naszemu Uno licznik przewinął się o kolejne 100 tys. km. Z tej niepowtarzalnej okazji należało uzupełnić poziom oleju w silniku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *