Typowy Gdańsk – II Typowy Rajd

Słoneczny czerwcowy weekend to idealna okazja, aby wybrać się nad morze. Tym lepsza, że nasi znajomi z Trójmiasta organizowali w tym czasie rajd turystyczno-nawigacyjny, II Typowy Rajd. Impreza odbywała się pod patronami między innymi Automobilklubu Morskiego oraz Klasyków i Plastików i była dość mocno lokalnie rozgłoszona.

W ubiegłym roku odbywał się I Typowy Rajd, w którym również braliśmy udział. Niestety, bez sukcesów, gdyż zajęliśmy IV miejsce. Sam rajd natomiast bardzo nam się podobał. Miał on charakter turystyczny, raczej z niewielką ilością nawigacji, ale prowadził przez tak urokliwe okolice, że przejechalibyśmy go chętnie jeszcze raz. Tylko tym razem zabralibyśmy gaśnicę do samochodu*.

Tegoroczna edycja miała mieć postać zdecydowanie miejską i dużo bardziej nasyconą nawigacją. Chłopaki reklamowali rajd jako stworzony w „klimacie warszawskim”, czyli rajd zdecydowanie bardziej wykorzystujący zagadnienia nawigacyjne, takie jak choinki i plany. Mniejszy nacisk położono także na „zabytkowość” rajdu, dopuszczając wszystkie pojazdy bez uwzględnienia rocznika w końcowej punktacji. Dla nas to duży plus, bo uważamy punktowanie rocznika za jeden z mniej sprawiedliwych elementów rajdów turystycznych.

Już start rajdu był bardzo „warszawski”, bo odbywał się z opuszczonego i zarośniętego krzakami osiedlowego parkingu. Załóg przybyło około 30, w tym liczna reprezentacja warszawska w sile czterech załóg, ale także m.in. ekipa z Łodzi, często pojawiająca się gościnnie na warszawskich rajdach. Przed startem rajdu miał miejsce nieoficjalny konkurs elegancji, gdyż tradycją Typowego Rajdu jest pozytywne punktowanie przebrania załogi. Temat był dowolny, mogło być luźne nawiązanie do samochodu, do konkretnych postaci, autoironia, albo coś kompletnie od czapy, liczyła się kreatywność załóg. Poza ujemnymi punktami do ogólnej klasyfikacji, najlepiej przebrana załoga otrzymywała na mecie dodatkową nagrodę.

Praktyczna część rajdu zaczęła się od próby zręcznościowej, która tym razem polegała na pokonaniu bardzo ciasnego slalomu między słupkami, zaparkowania samochodu w kopercie i przepchnięcie go kawałek dalej do kolejnego słupka. Oczywiście lepiej wyszły na tym załogi jadące małym zwinnym autem, ale na samym slalomie dobrze radziły sobie legendarnie zwrotne wozy w typie Balerona czy Volvo 240. Nam poszło umiarkowanie dobrze, bo o ile Renault 9 jest bardzo lekkie i można je pchać jedną ręką, o tyle przedni napęd ogranicza zwrotność i raz podczas slalomu trzeba było cofać. Po pokonaniu próby wyjeżdżaliśmy na trasę, która okazała się być niezwykle zróżnicowana merytorycznie. Były i typowe dla rajdów graciarskich osiedlowe parkingi, bogate w gnijące samochody, były zapomniane części miasta, gdzie czas zatrzymał się 40 lat temu, były fragmenty bardziej industrialne, były szutry, brakło jedynie morza, ale poza tym było wszystko. A propos gnijących samochodów, zdecydowanie mniejszego kalibru  problem z parkowaniem w Trójmieście sprawia, iż prawdziwków można spotkać jeszcze całkiem dużo i to niejednokrotnie bardzo ciekawych. Auta pokroju starych Fiatów, Humberów, Vauxhalli czy po prostu wszelkiej maści zachodnich samochodów z lat 70 chyba wymarły już praktycznie w całej Polsce, ale sporo sztuk z lat 80 i wczesnych 90 wala się po osiedlowych parkingach i na podwórkach. Nas najbardziej urzekł malowniczo gnijący Ford Cortina, w doborowym towarzystwie dwóch gnijących Fordów Capri uzupełnionych Maluchem. Aczkolwiek wrażenie robił także widok Stadionu Energa Gdańsk, który był kontrastującym tłem dla mocno zapuszczonych ogródków działkowych i blaszanych garaży.

Zapis trasy był zróżnicowany, co bardzo nam się spodobało, bo w rajdach turystycznych odbywających się poza Warszawą elementy nawigacyjne zdarzają się rzadko. Czasami trafi się jakaś nieskomplikowana choinka, ale dominuje raczej prosta nawigacja strzałkowa, a główny nacisk kładzie się na wątek turystyczny. Chłopaki się postarali, bo udało się w trasę włączyć na przyzwoitym poziomie kilka ciekawych elementów nawigacyjnych, takich jak aż cztery choinki oraz plan. Podstawowa trasa z pozoru była prosta, ale tylko z pozoru, gdyż dość silnie wykorzystano element jazdy z natury, przez co jazda od kratki do kratki czasami zajmowała trochę czasu i mogła wzbudzić niepokój, czy aby na pewno wszystko idzie dobrze. Tak samo względnie niegroźny constans polegający na zakazie wjazdu w drogi bez przejazdu był bezproblemowy, ale w praktyce można było się przez własne gapiostwo zakręcić i pogubić. Choinki nie były trudne, ale na pewno wymagające uwagi i spostrzegawczości. Mistrzostwem była choinka zrobiona w Nowym Porcie wśród lasu blaszanych garaży, która nie dość, że była niesamowicie ciekawa sama w sobie, to wystąpiła na trasie dwukrotnie, będąc przejezdną z obu stron. Chylimy kapeluszy. Plan był przyjemny, bo nie był oczywisty i wymagał główkowania, ale nie był wredny i nie pochłaniał trzech godzin czasu na jego przejechanie.  Wymagał za to pewnych umiejętności szoferskich, bo naniesiony był na siatkę ciasnych dróg i ciasnych skrzyżowań, gdzie często był problem z ominięciem stojącego przy krawędzi samochodu. Na trasie znalazły się też co najmniej dwa miejsca, gdzie przez nieuwagę można było przejechać ją źle i niczego nie zauważyć, albowiem reszta kratek się zgadzała.

Morza nie było, ale była Motława i zgliszcza zamkniętego niedawno połączenia promowego Nowego Portu do Westerplatte. W tych jakże pięknych okolicznościach przyrody, posilając się kiełbaskami na tle przepływających statków, trwało oczekiwanie na wyniki. Liczenie odbywało się sprawnie, jednak z racji dużego rozrzutu zjeżdżających załóg, trochę trzeba było odczekać, aż wszystkie karty drogowe zostaną sprawdzone.

W tym roku rajd zakończył się dla nas sukcesem, ponieważ zajęliśmy II miejsce**. Patrząc na to, że jako jedni z niewielu w czołówce nie dostaliśmy ujemnych punktów za przebranie, był to naprawdę cieszący nas wyczyn.

Czy zatem w zalewie zalet rajd miał jakieś wady? Dla mniej doświadczonych załóg rajd był z pewnością zbyt długi i momentami zbyt trudny, ale niestety tak to już jest, że nie da się robić tylko imprez łatwych, z ukłonem dla mniej zaawansowanych. Rajd miał charakter miejski, a w mieście morza się nie znajdzie, tym niemniej odczuwamy jednak niewielki niedosyt, iż będąc w Trójmieście ani razu nie widzieliśmy morza z samochodu, zaś większa woda ujawniła się dopiero na mecie. Jedyne większe zastrzeżenie mamy do punktowania przebrań, a może nie tyle samego punktowania, co jego wagi. 5 punktów mniej to bardzo dużo, zważywszy na końcowe wyniki czołówki, oscylujące wokół 10 punktów karnych. Trochę za dużo jednak zależy od niesportowego elementu rajdu i nie mówimy tego dlatego, że się nie przebraliśmy, tylko dlatego, że kilka osób podczas luźnej rozmowy także zwróciło na to uwagę. Niemniej jednak, są to jedynie niedociągnięcia, a nie poważne wady.

Jest to na pewno jeden z rych rajdów, które będziemy zaznaczać każdego roku na czerwono w kalendarzu.

*   –   W ubiegłym roku przed startem sprawdzane było obowiązkowe wyposażenie samochodu w postaci gaśnicy i trójkąta ostrzegawczego. Oczywiście, podczas porządkowania bagażnika przed wyjazdem wyjąłem wszystko na zewnątrz, po czym wszystko zapakowałem, oprócz gaśnicy, co kosztowało nas 5 punktów karnych, bez których zajęlibyśmy II miejsce.

**   –   W oficjalnej tabeli jesteśmy na III miejscu, ponieważ po zakończeniu rajdu przeliczono jeszcze raz punkty, co spowodowało nasz spadek o oczko w dół (a na drugim miejscu uplasowali się Aga i Hubert – przyp. red.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *