Nocny Kraków | KRN 2019

Od pewnego czasu lubimy opuszczać Warszawę i zaglądać do innych miast, aby tam zmierzyć się w lokalnie organizowanych rajdach turystycznych. U nas wydarzeń jest tyle, że czasami wręcz czuć aż pewien przesyt, a do tego miasto zostało już eksplorowane do tego stopnia, że trudno zaskoczyć czymś te bardziej doświadczone załogi. Fajnie jest się wtedy wybrać w nieznany teren i tam spróbować swoich sił.

Regularnie jeździmy na tego typu wydarzenia do Radomia i Gdańska, które są w naszych oczach uznanymi firmami na tym polu. Coraz częściej rajdy turystyczne powstają również na ziemi lubelskiej, gdzie również kilkukrotnie zdarzyło się nam zjawić. Niestety, w innych dużych miastach idea samochodowych rajdów turystyczno-nawigacyjnych nie jest tak popularna. Dwa lata temu odwiedziliśmy Kraków i tamtejszy Rajd Starego Żelaza, który (chociaż posiadający kilka niedoróbek) zostawił po sobie bardzo przyjemne wrażenie. W roku ubiegłym kontynuacji niestety nie było, jednak w roku 2019 grupa Krakowskich Klasyków zorganizowała Krakowski Rajd Nocny, zareklamowany jako połączenie rajdu nawigacyjnego z nocną grą miejską. Brzmi świetnie! Wsiadamy, zapinamy pasy i jedziemy.

Na rajd pojechaliśmy trochę incognito, bo Yugo Florida będącym cały czas zarejestrowanym w powiecie miechowskim (KMI), stąd nasze tablice rejestracyjne idealnie komponowały się z resztą załóg. A tych przyjechało naprawdę sporo i to nie byle czym. Pomiędzy stałymi bywalcami większości rajdów i zlotów, czyli Polonezów, Maluchów i Dużych Fiatów, było też trochę prawdziwych perełek, m.in. Citroen DS czy Fiat 128 Sport. Nasza Florida też wzbudzała zainteresowanie, mimo iż to tylko głupi grat z lat 80, wyprodukowany w kraju, którego już nie ma na mapie. Niczego sobie było też miejsce startu, na parkingu w cieniu słynnego hotelu Forum.

Start zaplanowano na godzinę 20, a chwilę wcześniej odbyło się krótkie wprowadzenie uczestników przez organizatorów rajdu. Ogólna formuła była dosyć typowa, czyli nawigacja itinererem strzałkowym i jazda od startu do mety. Rajd miał posiadać jednak kilka ciekawych urozmaiceń, jak np. kody QR do zeskanowania na stojących na trasie samochodach, pod którymi kryły się dodatkowe zadania do rozwiązania. Dodatkowo po drodze mieliśmy spotkać kilka punktów zabawowych, o zróżnicowanej tematyce i formule. Dla uzupełnienia, należało podczas przejazdu trasy spisywać napotkane na trasie i dotyczące nas znaki zakazu zatrzymywania się. Czas przejazdu nie grał roli, grał jednak przebieg, więc jeżeli ktoś się za bardzo na trasie zakręcił, ten trąba. Wybiła 20, ruszamy.

Od razu w oczy rzuciły nam się dwie rzeczy. Pierwsza rzecz, zapis trasy był zdecydowanie bardziej turystyczny niż nawigacyjny, przez co mało się nie zakręciliśmy już na drugim manewrze. Tak to niestety jest, jak człowiek ma zrytą psychikę podchwytliwymi rajdami (które sam też wymyśla) i na siłę szuka podstępu tam, gdzie go po prostu nie ma. Druga rzecz, znaki zakazu fragmentami były tak liczne, że ciężko było za nimi nadążyć i zapewne kilka nam uciekło.

Trasa była podzielona na fragmenty, gdzie każdy kończył się punktem zabawowym, na którym dostawaliśmy materiały na kolejny odcinek trasy. Zapis trasy był z grubsza jednakowy, jednak na jednym odcinku trafiliśmy na choinkę, a na innym dodatkowe zadanie na cały fragment w postaci liczenia przejeżdżanych szyn. Na każdym odcinku były też pytania, w większości graciarskie, czyli idealnie nam podchodzące. Warto natomiast więcej miejsca poświęcić punktom zabawowym, które były naprawdę świetne. Były klasycznie punkty z wiedzy bezużytecznej, w postaci np. przypisywania czarnych tablic rejestracyjnych z prefiksem K do konkretnych województw (nie miałem pojęcia, że było ich aż tyle), były punkty bardzo praktyczne, gdzie trzeba było wykazać się wiedzą z zakresu udzielania pierwszej pomocy , a także były punkty będące jakby „grą w grze”. W jednym z nich należało przejść przez las, wejść do opuszczonego fortu i odszukać w nim kod QR, pod którym było zadanie do rozwiązania. Samo znalezienie kodu też nie było oczywiste, gdyż trasa do jego odnalezienia była wynikiem jednego z pytań na trasie. Eksploracja takiego miejsca nocą, gdzie nie wiedzieliśmy do samego końca, czy idziemy dobra trasą, była dość niepokojąca. Inny punkt z kolei polegał na spacerze kładką na cmentarzysko elektrowozów stojących na bocznicy stacji Kraków Prokocim i wykonanie tam określonego zadania. Wyprawa tam nocą, w blasku księżyca, również robiła wrażenie.

Na metę dojechaliśmy jakoś około godziny 2 w nocy, zdaliśmy wypełnioną kartę i zwinęliśmy się do lokalu, bo już umieraliśmy ze zmęczenia, a wyniki mieliśmy poznać następnego dnia.

Zajęliśmy ostatecznie 6 miejsce, przy dość niewielkiej stracie do podium, ale też niewielkiej przewadze nad resztą załóg w pierwszej 10. Apetyty na pewno były większe, ale z uwagi na liczbę załóg oraz nieznany nam kompletnie grunt, suma summarum jest nieźle.

Jakie są nasze subiektywne wnioski? Trochę ich jest, tych pozytywnych i tych nieco bardziej negatywnych. Na pewno bardzo trafione było połączenie rajdu z grą miejską, gdzie wszystko świetnie ze sobą współgrało i było tematycznie spójne. Dużym plusem była mnogość punktów zabawowych oraz ich zróżnicowanie, mimo iż na końcu wszystkie wymagały merytorycznej wiedzy. Podobała nam się też trasa i zadania na niej, gdzie znajdowaliśmy się w miejscach, do których sami z siebie raczej byśmy nie dotarli. Zadania na trasie nie zawsze były oczywiste, często wymagały chwili zastanowienia i logicznego myślenia. A to wszystko pod osłoną nocy, co nadawało wydarzeniu genialnego, nieco mrocznego klimatu.

Pewnym minusem dla nas była pewna sprzeczność z zasadami nawigacji, jeżeli chodzi o zapis trasy i pewna idąca z tym niekonsekwencja. Jesteśmy przyzwyczajeni do opisywania sytuacji tylko tych, w których można podjąć decyzję o manewrze i, co za tym idzie, pomijania sytuacji jednoznacznych, gdzie trafiamy np. na nakaz jazdy. O ile w tej sytuacji zorientowaliśmy się dość szybko i zapamiętaliśmy, że kratki itinerera odnoszą się także do takich manewrów, to trochę problematyczna była niekonsekwencja zapisu sytuacji z jazdą po głównej drodze. Kilka manewrów było opisanych, a kilka wymagało jazdy po głównej drodze bez polecenia, co tworzyło pewne zamieszanie. Koniec końców, zawsze trafialiśmy na właściwą drogę, ale często towarzyszyła temu duża niepewność.

Podsumowując, bardzo fajnie, że powstała taka inicjatywa i mamy nadzieję, że w kolejnych latach impreza będzie ponawiana. Trochę brakuje nam takich wydarzeń w innych miastach, gdzie można wyjechać na weekend, wystartować w rajdzie turystycznym i poznać miasto od zupełnie innej strony. W ogóle, Kraków ma ogromny turystyczny (graciarski) potencjał, który trzeba po prostu godnie wykorzystać. Tak że kibicujemy, aby ekipa Krakowskich Klasyków złapała bakcyla i tworzyła kolejne tego typu wydarzenia. Mimo kilku niedociągnięć, Krakowski Rajd Nocny anno 2019 bardzo nam się podobał i chętnie przyjedziemy następnym razem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *