Świąteczno-noworoczne refleksje. Jeż, Volvo, assistance i narzędzia z dyskontu

Tak się akurat składa, że pod koniec roku, czyli w okresie po III Rajdzie KiP nie robiłem nic na tyle mocnego motoryzacyjnie, żeby nadawało się na duży, oddzielny wpis. Niemniej, kilka ciekawych sytuacji, nie tylko związanych z samochodami się przydarzyło, więc opisuję je tutaj w kolejności mam nadzieję chronologicznej.

A tak  w ogóle to życzę wszystkim wspaniałego roku 2019, obfitującego w motoryzacyjne doznania i dobrze spędzony czas. Sobie natomiast życzę, żeby na KiPie pojawiało się więcej kontentu. Także jeżeli chcecie zaparkować mi pod obiektywem swój samochód albo opowiedzieć o ciekawej moto-przygodzie w formie wywiadu to zapraszam serdecznie. Piszcie na hubert@klasykiplastiki, albo wiadomości na facebooku.

Dobra, ale dość już trochę spóźnionych treści noworocznych. Oto co się działo:

Sprzedaliśmy Fiestę ST

Pewnie niewiele z was kojarzy, że w KiPowym garażu w ogóle była. Wygraliśmy nią rajd „Rajdowe Biuro Śledcze” w Gdańsku. Niebawem zapewne pojawi się dłuższy testo-wpis na temat tego bądź, co bądź plastikowego, ale jednak klasycznego w założeniach samochodziku.

Uratowaliśmy jeża

Samochody samochodami, ale na prawie przedświątecznym spacerze, bohaterski Lago (czarny pies) znalazł półżywego Jeża. Okazało się, że przez kiepsko trzymające zimą mrozy, a także fakt, że jeże nie mają jak się najeść do pełna przed chłodniejszą porą roku, kolczaste zwierzaki budzą się ze snu zimowego i nie mogąc zasnąć z powrotem, umierają z wychłodzenia na śniegu czy w krzakach.

Jeża ogrzaliśmy i napoiliśmy. Zadzwoniliśmy po Eko Patrol (numer jak na straż miejską). Jeżyk już od samego ogrzania ożył, a Eko Patrol zabrał go do jeżowego azylu, skąd zostanie wypuszczony do ekosystemu dopiero na wiosnę. I to też w specjalny sposób, żeby przystosować go do zdobywania naturalnego pożywienia. Ogólnie nie polecam trzymać jeża w domu do wiosny, bo jego żywienie jest bardzo, bardzo skomplikowane i łatwo zrobić mu krzywdę, a potem trudno odpowiednio go przystosować na nowo do życia w naturze.

Jeździłem i prawie kupiłem Volvo 244

Dwusety, ach dwusety. Chyba mam słabość do tych wozów, szczególnie kombi, bo miałem ich kilka. Teraz, kiedy można powiedzieć, że szukam jakiegoś ciekawego starszego wozu, żeby mieć się czym pokazywać na rajdach i zlotach w 2019 roku, moją uwagę zwróciła żółta 244 z wczesnych lat 80. Stała sobie w Warszawie, za pieniądz przyzwoity bardzo. Zresztą, uwagę moją zwróciła już po raz drugi, bo na początku tego roku na sprzedaż była w Poznaniu. Przyciągała głównie gaźnikowym, benzynowym silnikiem, przedliftową naturą i uwaga, sprawną klimatyzacją. Odpychała natomiast nieoryginalnym, chodź ładnym wnętrzem i totalnie okropną powłoką lakierniczą, która była przejawem radosnej twórczości wieloletniego, polskiego właściciela. Przynajmniej kolor się zgadzał. Volvo, chociaż nader przyjemnie jeżdżące, garażu mojego jednak nie zasiliło. Nie porozumieliśmy się do końca.

Zakopani, ale w nie w Zakopanem. Roztopy, glina i Lincoln Navigator

Po świętach byliśmy na nartach. Bo wiecie, nie samym KiPem i starymi wozami człowiek żyje. Tak się złożyło natomiast, że temperatura w miejscu, gdzie powinna być ujemna, była dodatnia i całą nawierzchnię z ubitego śniegu zaczął trafiać szlag. Pod spodem znajdowała się natomiast zmarznięta i śliska glina. Zapomniałem dodać, to był parking (koło wyciągu narciarskiego). Dało się na niego wjechać, ale wyjechać było dużo trudniej. Całą sytuację podsumuję zatem w kilku moralizujących punktach:

  • To, że wjechałeś nie znaczy, że wyjedziesz
  • Napęd na 4 koła oparty na różnych haldexach i innych dołączeniach bez blokad działa dobrze, ale tylko i wyłącznie kiedy wszystkie 4 koła mają podobną przyczepność. Jak jedno wpadnie w gliniaste bajorko, to 3 pozostałe nic nie wskórają, nawet jakby stały na papierze ściernym.
  • Zimówki, które w warunkach miejskich „starczą jeszcze na sezon” w górach są do wyrzucenia.
  • Lincoln Navigator, który ma lepsze opony, napędy i prześwit też się może zakopać.
  • Żeby się nie zakopać, a Cię wyciągnąć, musi trochę poszarpać Twój samochód i do tego pod kątem, szczególnie jak parking jest ciasny.
  • Linka holownicza typu pas transportowy jest super.
  • Ucho holownicze wkręcane, nie jest zbyt dobrze przystosowane do wyrywania z błota i użytkowane pod kątem dość łatwo wykrzywia swój gwint i mocowanie.
  • Cała geometria samochodu się od czegoś takiego rozstraja. Czy naprawialnie – tego jeszcze nie wiem.

Niemniej, załodze z Lincolna dziękuję po stokroć (ciekawe czy to kiedyś przeczytają). Wyjechać się udało, a ja tak czy inaczej uważam, że to nie była wina naszego Volvo, tylko pogody i zarządcy parkingu 😉

Test działania PZM Assistance i problemy z rozładowanym akumulatorem w nowym samochodzie

W starszym samochodzie, kiedy spada wam troszkę napięcie na akumulatorze, to po prostu rozrusznik wolniej kręci i tyle. Nadal mamy odpalone. Niestety w nowszym (jak się przekonałem na własnej skórze) delikatny spadek napięcia powoduje, że przekaźniki cykają, komputery wariują, a rozrusznik nie drgnie ani o milimetr. Cóż. Przynajmiej assistance z PZMu, ten z karty klubowej SOS PZMot działa dobrze. Nie zadają zbyt dużo zbędnych pytań tylko wysyłają ekipę. Co ciekawe Pan przyjechał Volkswagenem Caddy oklejonym w ADAC, bez żadnego wyposażenia warsztatowego na pace. Odpalał mnie z kabli, a nie z zaawansowanego boostera – ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie?

Sylwestrowe zakupy i narzędzia z Lidla

W samego sylwestra poszliśmy sobie do znanego dyskontu na L kupić trochę napojów wyskokowych przekąsek. Na miejscu okazało się, że równie chętnie co szampana ludzie kupują narzędzia firmy Powerfix. Podsłuchałem nawet rozmowę dwóch eleganckich panów. Jeden przekonywał drugiego, że pompka do roweru z Lidla jest super i to naprawdę dobra okazja. Cóż, po raz pierwszy dałem się do dyskontowych narzędzi przekonać. Głównie dlatego, że w końcu znalazłem zestaw kluczy płasko-oczkowych, który ma wszystkie  rozmiary od 6 do 20. Nie brakuje żadnych 14, 16 i 18. Do tego wziąłem jeszcze śrubokręty w całkiem eleganckiej walizeczce. Przynajmniej przez jakiś czas się nie zgubią. Na pierwszy rzut oka jakość jest niezła, ale nie testowałem ich jeszcze w akcji. Każdy z zestawów kosztował 35zł, więc żadne zabójcze pieniądze. Jak uda się nimi coś odkręcić będę zadowolony.

Plany, plany, plany

Początek roku, to też plany na całą jego resztę. My w 2019 planujemy zorganizować kilka rajdów – zajrzyjcie koniecznie do zakładki kalendarz, bo niektóre daty są już pewne. Postaramy się też odwiedzić jak najwięcej imprez, nie tylko w Warszawie, ale w całej Polsce.

Chcemy też dodać trochę regularoności w kwestii wpisów na KiP, testów, wywiadów, filmów. Także, jeżeli chcielibyście wjechać swoim samochodem pod nasz obiektyw albo opowiedzieć na naszych łamach o jakiejś ciekawej moto-przygodzie lub projekcie dajcie koniecznie znać.

O tym co jeszcze, będziemy informować na bieżąco, także śledźcie nas gdzie się da (byle nie pod domem) 😉

2 thoughts on “Świąteczno-noworoczne refleksje. Jeż, Volvo, assistance i narzędzia z dyskontu”

  1. Klucze z Lidla kiedyś mi się przydały do odkręcenia śruby o trudnym dostępie – klucz oczkowy łatwo dało się wygiąć i tak podejść tę śrubę od łatwiejszej strony. Polecam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *