A Je To!

Już jakiś czas nie było na KiPie nowego wpisu. To zupełnie nie dlatego, że KiP się zwija, zamiast rozwijać. Zima trochę daje się we znaki, nie ma czym się przejechać, nie ma gdzie pojechać, nawet w garażu trochę za zimno, żeby coś podłubać i to opisać. Do tego wszystkiego akurat robimy remont.

Właśnie, remont. Oglądaliście kiedyś taki czechosłowacki serial animowany o dwójce sąsiadów? Myślę, że tak, a jeżeli nie, to odsyłam was do domowego składziku kaset vhs, albo ostatecznie youtuba. Okazuje się, że serial „Sąsiedzi” (bo tak brzmi spolszczona jego nazwa) nie jest żadna bajką. To najprawdziwsza opowieść oparta na faktach. Może czasem trochę przerysowana – ale wszystko się zgadza.

Gdzieś na początku naszej przygody z odnawianiem mieszkania znajomy powiedział mi, że remont jest gorszy niż wojna. Ja odparłem, że wcale nie jest tak źle. W sumie było źle, ale miałem nadzieję, że to tylko przejściowe trudności. Okazało się jednak, że praktycznie wszystko czego się tkniemy trwa 2, albo 5 razy dłużej niż zakładaliśmy. Może to dlatego, że musimy poprawiać pracę innych. Wiele razy mieliśmy ochotę po prostu wysadzić wszystko w powietrze, a z resztek zrobić sobie ognisko albo jakąś ciekawą instalację artystyczną.

Miałem nawet taki plan, że zrobię tutaj niewielką kompilację problemów natury budowlano-wykończeniowej, które napotkaliśmy na naszej drodze. Najwyraźniej jednak mój mózg zupełnie wymazał je z pamięci. Świta mi tylko, że po kolejnej próbie naprawienia czegoś nienaprawialnego zamalowaliśmy to grubą warstwą farby. To w ogóle dobra metoda. Tylko nie róbcie tak w samochodach, bo nic nie chrupie blachy tak ochoczo jak rdza pod warstwą Bitexu.

Na przykład w naszej (Agi) Maździe Mx-5 ktoś radośnie zakonserwował podwozie, nie przejmując się tym, żeby oczyścić je wcześniej z rdzy. W ten sposób Maździe brakuje połowy jednej podłużnicy, chociaż jeszcze wczoraj wszystko wyglądało dobrze. Nawet zacząłem się zastanawiać dlaczego samochody są budowane z jakiejś bezsensownie gnijącej blachy. Przecież można by było je lepić z Bitexu. Właśnie przeczytałem, że Donald Trump myśli o wprowadzeniu wysokich ceł na różnego typu metale, co miałoby się przełożyć na wyższe ceny samochodów w USA (i nie tylko). Może mój pomysł jest rozwiązaniem? Wyobraźcie sobie tylko, zamiast drogich maszyn do cięcia, tłoczenia i spawania metalu, lekkie sunące niczym zaczarowane ołówki pistolety i pędzle z czarną masą. A montowanie samochodów za granicą? Żaden problem. Nie trzeba wozić części, wystarczy cysterna odpowiedniego mazidła i jakaś forma, żeby nie namalować przypadkiem wozu konkurencji.

Na razie jednak wolę stare i sprawdzone metody. Farbę i szpachlę zostawiam do ścian, a do garażu zabieram migomat, szlifierkę kątową i arkusz blachy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *