Do Kielc z trzema przesiadkami

We wpisie dotyczącym naszego wyjazdu na Drive Cup do Miedzianej Góry, Aga wspominała o tym, że mieliśmy jechać Miatą, wyruszyliśmy Audi A6, a na miejsce dotarliśmy BMW z 2017 roku. Istotnie tak było. Dlaczego?

Chyba chcieliśmy zobaczyć jak jeździ się „nowym” samochodem. Szybko, wygodnie, komfortowo. Akurat tak się złożyło, że mieliśmy okazję pożyczyć Audi A6 z 2006 z mocnym dieslem. Dzień przed Drive Cupem mieliśmy spędzić na spacerowaniu po paśmie Łysogór (Łysa Góra, Łysiec itd.). Podróż przebiegła bez żadnych zakłóceń. Nawet trochę zachwyciliśmy się jak cicho i przyjemnie jedzie się nowoczesnym samochodem, który przy tym nie spala niebotycznych ilości paliwa, nawet przy dużych prędkościach.

Dojechawszy do miejscowości Nowa Słupia musieliśmy jednak wykonać manewr zawracania, podczas którego (jak się później okazało) posłuszeństwa odmówiło koło pasowe na wale korbowym. Spowodowało to zerwanie paska napędu osprzętu, co z kolei poskutkowało utratą ładowania i wspomagania kierownicy. Na pozostałym prądzie przetoczyliśmy się jakieś 5 kilometrów, po czym skrzynia biegów (automatyczna) wyrzuciła na luz i stwierdziła że już dalej nie jedzie. Akurat mieliśmy z górki, więc stoczyliśmy się w dogodną zatoczkę i zaczęliśmy kombinować.

Pod maską w takim samochodzie znajduje się druga maska, z plastiku. Z jakiegoś powodu nie wziąłem ze sobą nawet klucza (bo po co, przecież to nowe auto). Zadzwoniliśmy więc (pierwszy raz w życiu) po assistance. Samo wezwanie pomocy nie było zbyt skomplikowanym procesem. Ale, co działo się dalej?

Assistance

W ciągu godziny przyjechał pan laweciarz. Zapakowaliśmy samochód na pakę i jedziemy do domu. W ogóle okazało się, że holowanie w cenie mamy tylko do 200 kilometrów, więc szczęściem było, że zepsuliśmy się jakieś 170 kilometrów od domu. Pan laweciarz polecił nam jednak, żebyśmy wzięli sobie samochód zastępczy, przecież nam przysługuje. No i tutaj zaczynają się schody – ze strony ubezpieczyciela.

Żeby samochód zastępczy przysługiwał, to zepsute auto musi zostać odholowane do warsztatu, gdzie ktoś stwierdzi, że nie da rady uruchomić go w ciągu najbliższych 24 godzin. Pojawiły się więc 2 kluczowe problemy: po 1 wóz miał być holowany pod dom, a po drugie był środek majówki i w momencie dojazdu do Warszawy samochód odbiłby się od drzwi zamkniętego już warsztatu. Na szczęście jechaliśmy z bardzo dobrym Panem laweciarzem, który powiedział że on może potwierdzić, że auto nie ruszy w ciągu 24 godzin. Wystarczyło, że przekazałem go na chwilę do telefonu panu z ubezpieczalni. Wtedy opowiedział (zgodnie z prawdą), że nasz samochód prędko nigdzie nie pojedzie. To jednak nie wystarczyło. Musieliśmy przekierować lawetę pod jakiś warsztat. Udało się, przyznano nam samochód zastępczy na 2 dni z możliwością przedłużenia do pięciu. Super. Miał być podstawiony do Radomia, bo akurat tam się zbliżaliśmy.

Wypożyczalnia

Ubezpieczyciele nie mają własnych samochodów zastępczych, dlatego korzystają z usług wypożyczalni. O pewnej godzinie panowie z „rent a caru” zadzwonili do mnie, że podstawiają auto z Warszawy, właśnie wyjeżdżają z biura i będą za godzinę. Po 45 minutach znowu do mnie zadzwonili, mówiąc że wyjeżdżają z Warszawy i będą za godzinę. Na pytanie o rozbieżności czasowe twierdzili, że 45 minut temu to wyjeżdżali z siedziby, a teraz wyjeżdżają na trasę. A gdzie jest siedziba? No, przy Postępu. A, to naprawdę daleko mieliście na tą trasę.

Dobra, w końcu fura przyjechała. Najbrudniejszy wóz na świecie, nawet bez kapki płynu do spryskiwaczy w zbiorniku.

BMW

Samochodem z wypożyczalni wróciliśmy do Kielc, przejeżdżając przez niektóre miejscowości po raz trzeci tego dnia. No dobra, ale jaki był ten wóz? BMW 320i z 2017 roku z pakietem sport, dzięki któremu miało około 200 koni. Z automatem. Miałem o nim robić oddzielny wpis/test, ale stwierdziłem że nie ma co pisać, poza tym było brudne i źle by wyszło na zdjęciach. Podsumuję zatem krótko:

Plusy:

  • Kolor (nie rzuca się w oczy)
  • Prowadzenie (dobre)
  • Wyposażenie (dobre)
  • Niewielkie spalanie (jak na taką moc i benzynowy silnik)
  • Najszybszy samochód świata (bo z wypożyczalni)

Minusy:

  • Ciasnota z przodu
  • Nieintuicyjna obsługa systemu informacyjnego
  • Ośmiobiegowa skrzynia zmieniająca biegi w kółko i bez żadnego sensu w najmniej oczekiwanych momentach
  • Niewygodne „sportowe” fotele, w które nawet się nie mieszczę na szerokość
  • Tapicerka wykonana z papieru ściernego o gradacji 400

Podsumowanie

Cała przygoda ostatecznie okazała się być jedynie przygodą. Męczącą, ale ciekawą. Uczącą jakie prawa i możliwości mamy, kiedy płacimy co roku ciężkie pieniądze za assistance i inne france. Jedno jest pewne. Ubezpieczyciel chce zaoszczędzić. Dlatego najchętniej by nas nie holował, nie dawał nam samochodu zastępczego, hotelu i innych rzeczy. Warto wiedzieć co nam przysługuje w ramach wykupionego pakietu i dla zasady tego wymagać przy awarii. My na przykład przedłużyliśmy wynajem samochodu z 2 do 5 dni na koszt ubezpieczyciela. Tak dla zasady. Także dlatego, że po 2 dniach dali dyspozycję do wypożyczalni żeby nam samochód odebrać, nie skontaktowawszy się wcześniej ani z nami, ani z warsztatem, żeby zapytać czy mamy już nasze własne auto.

Szczególnie dziękuję panu laweciarzowi, który poprowadził nas przez gąszcze ubezpieczeniowej biurokracji i bezpiecznie odstawił samochód pod wskazany adres. Co ciekawe na co dzień (poza lawetą) jeździ Imprezą WRX STi, a w weekendy śmiga bokiem po torze e36 z silnikiem 4.4.

 

One thought on “Do Kielc z trzema przesiadkami”

  1. To mieliście przygodę 😛 Dobrze wiedzieć co oferuje ubezpieczyciel, zawsze wydawało mi się, że samochód zastępczy to lux sprawa, elegancja Francja i mucha nie siada.

    A6 miałem kiedyś okazję się przejechać, bodajże z 2001 roku. Dosyć przestronny (szczególnie z tyłu było dużo miejsca), całkiem zrywny (2.4 benzyna), ale promień skrętu pozostawiał bardzo wiele do życzenia.

    Ocena BMW mnie specjalnie nie zdziwiła 😀 Niedawno siedząc w poczekalni myjni ręcznej sięgnąłem po aktualny Auto Świat, gdzie porównywano obsługę kilkunastu nowoczesnych samochodów. Jeden z testów polegał na sprawdzeniu przez ile ekranów trzeba przejść, by dotrzeć do zmian ustawienia zegarka. Nie pamiętam już czy chodziło dokładnie o ten model BMW, ale była mowa o jakichś sześciu czy siedmiu ekranach 😀

    A ciasno i niewygodnie było dlatego, że to przecież samochód sportowy i trzeba się znać by to docenić!!!1 A tak na serio to nadal nie rozumiem trendu na twarde i szorstkie w dotyku siedzenia, słabej jakości plastiki i sztywne zawieszenia. Dwa miesiące temu odwiedziłem salon Jaguar/Land Rover w Edynburgu i posiedziałem w każdym modelu poza F-Type, który był wystawiony gdzieś na zewnątrz. Niby to auta luksusowe, ale poza dużą ilością miejsca na nogi nie miały z wygodą wiele wspólnego. Fotele twarde, tworzywa sztywne i nieprzyjemne, a do tego w modelach XE/XF/XJ skrzynia automatyczna istnieje w postaci pokrętła, które wysuwa się z konsoli środkowej i chcąc zmienić bieg przekręcasz je jak potencjometr w wieży stereo. Ależ to się musi wspaniale psuć – pewnego dnia wsiadasz do samochodu, pokrętło się nie wysuwa i kicha, nie wrzucisz biegu. Oczywiście nie mogło też zabraknąć wielkiego hitu, jakim jest SUV F-Pace. Wóz ma drzwi grubości, na oko, 20 centymetrów, z czego 10 to plastik godny Skody Fabii pierwszej generacji. Widoczność do tyłu standardowo – bez czujników ani rusz. Land Rovery to samo, jedyną miłą zaletą była płaska podłoga. Reszta to ocean plastiku i tandetne przyciski na konsoli. Nawet podłokietnik wysuwany z tylnej kanapy jest obłożony twardym tworzywem z jednej strony. Za takie luksusy ludzie są gotowi dać £80,000 – no ale przecież ma logo Land/Range Rovera 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *