Blondynka za kierownicą

Nawiązując do tytułu wrzucam zdjęcie blondynki w samochodzie. Oczywiście ze stylizowanej sesji zdjęciowej. Bo przecież nie znajdę ładnego zdjęcia pokazującego taką scenę w rzeczywistości. Bardziej realne byłoby gdyby babeczka przysunęła się do samej kierownicy, wbiła skupiony wzrok w punkt tuż przed maską swojej Micry z rzęsami przy lampach i wykonywała jakiś głupi manewr. Albo inaczej, blondi w futrze mogłaby prowadzić SUVa otrzymanego od męża, trzymając jednocześnie telefon przy uchu i plotkując z przyjaciółką, a w międzyczasie malować usta szminką przeglądając się we wstecznym lusterku. A coś bardziej seksownego? Niech będzie półnagi króliczek Playboy’a wyginający się na masce Ferrari California. Może nie siedzi wtedy za kierownicą, ale możemy uznać, że zamierza to zrobić. Choć raczej nigdzie nie pojedzie.

E tam, to tylko stereotypy, co nie? Otóż nie bardzo. Oczywiście część społeczeństwa ma zupełnie normalne spojrzenie na sprawę i nie przejmuje się płcią kierowcy, szczególnie jeśli otacza się zmotoryzowanymi kobietami. Ale nie oszukujmy się, stereotypy siedzą w nas bardzo mocno i większość ludzi, chcąc nie chcąc, ma w głowie pewien obraz kobiety za kierownicą, a blondynki to już na pewno. Właściwie nie tylko za kierownicą. Przy samochodzie w ogóle. Ba, nawet myślącej o samochodzie. Serio.

Na przykład rozmawiałam niedawno z człowiekiem, którego znałam wcześniej tylko z widzenia i przelotnych pogawędek. I kiedy zeszło na temat motoryzacji on powiedział coś w stylu: „Już rok temu jak usłyszałem, że robisz rajdy to mnie to zszokowało. Taka ładna dziewczyna i robi coś związanego z samochodami…”

Albo moja przyjaciółka, niezbyt długo po zrobieniu prawka, po stresującej wycieczce samochodem do centrum Warszawy opowiadała: „(…) i się zorientowałam, że wjechałam na rondo pod prąd. No jak typowa blondynka!”

I jeszcze inna sytuacja. Pojechałam na uczelnię SUV’em teściowej. Wjeżdżam na parking, a ochroniarz, który mnie zobaczył pobiegł za mną i pokazał mi miejsce, na którym mam zaparkować. Poszerzone, bo obok ludzie poparkowali jak idioci, więc dla mnie zostało 1,5 miejsca niekoniecznie ograniczonego liniami. A ochroniarz stał i patrzył jak parkuję. Do samego końca. Spytałam go potem, lekko obruszona, skąd taka sytuacja, na co odpowiedział, że dużo osób parkuje krzywo i nie mieści się na miejscach. Domyśliłam się, że jako blondynka w SUV’ie byłam w strefie podwyższonego ryzyka. Niestety nim skończyliśmy rozmowę kilkadziesiąt metrów przed nami zaparkowało auto. Po skosie. Na dwóch miejscach parkingowych. Ochroniarz pobiegł w jego stronę, a ja zajęłam się swoimi sprawami.

A wiecie ile razy w życiu opowiadając coś o jechaniu samochodem usłyszałam pytanie czy prowadzę samochód? Chodziło o to, że to nie było oczywiste, że skoro gdzieś jadę to znaczy, że siedzę za kierownicą. To mogło znaczyć, że jadę na miejscu pasażera, a wiezie mnie facet. I zdaniem rozmówców było to bardziej prawdopodobne.

Dlaczego o tym piszę? Bo temat wydaje mi się istotny. Nie tylko dlatego, że fascynują mnie stereotypy i rola kobiety w społeczeństwie, a do tego lubię samochody. Także dlatego, że po prostu jestem zdziwiona! Jestem zszokowana, że fakt mojego zainteresowania motoryzacją czy prowadzenia samochodu jest dla ludzi tak poruszający. Że zwracają na to szczególną uwagę.

Ale ja to ja. Ja lubię samochody, szczególnie zabytkowe. Ja lubię prowadzić. Ja się wychowałam wśród samochodów i zawsze było jasne, że samochody są dla mnie. Ja chętnie cisnę po zakrętach miatą czy po zaśnieżonej drodze jadę bokiem cegłą.

Smutne jest  jednak to, że dziewczyny nie zbliżają się do tematu samochodów, bo nie. Bez żadnego uzasadnienia. Po prostu twierdzą, że to nie dla nich. Że to nawet nie mogłoby im się spodobać. A panowie wspierają je w tym przekonaniu. Nie tylko panowie. Ogół społeczeństwa je w tym wspiera. I potem okazuje się, że kobiety nie chcą jeździć samochodami, bo nie potrafią. A nie potrafią, bo nie jeżdżą i nie ćwiczą. A nie ćwiczą, bo i tak się niczego nie nauczą. A nie nauczą się jeździć, bo są kobietami. I tak w kółko. A skoro nie jeżdżą, to też nie rozumieją jak można lubić samochody, bo przecież to tylko taka maszyna, która Cię wozi z punktu do punktu.

Nie mówię, że tak jest zawsze i dotyczy każdego. Są wyjątki i bardzo fajnie. Chciałabym, żeby to się zmieniało i żeby temat w ogóle przestał istnieć. Chociaż na to potrzeba by było chyba kilku pokoleń, więc raczej się nie doczekam. Teraz najwyżej mogę coś o tym wspomnieć, ktoś przeczyta i pomyśli, zabierze koleżankę na rajd. Jej się spodoba i zostanie. I przyprowadzi swoją koleżankę. I wreszcie będę miała kobiece towarzystwo. I właśnie o to mi chodzi 😉

2 thoughts on “Blondynka za kierownicą”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *