Z Trollhättan do Puszczy Kampinoskiej – Saab 96 v4

Szwecja słynie z wielu rzeczy. Jedną z nich z pewnością są łosie, które występują naturalnie na jej obszarze. Powiem wam jednak, że byliśmy w Szwecji kilka razy i łosia widzieliśmy tylko raz, z bardzo daleka i przez krótką chwilę. Gdzie zatem najłatwiej spotkać to wielkie zwierzę? Pod Warszawą, w Puszczy Kampinoskiej. Wystarczy przejechać się drogą wojewódzką 579 i porządnie rozglądać się na boki.

Będąc w Szwecji nie widzieliśmy też ani jednego Saaba 96. Były 900, 99, Volva Amazony, PV 544, ale 96 zero. Kierując się więc doświadczeniem nabytym w spotkaniach z łosiami, udaliśmy się w okolice Puszczy Kampinoskiej, gdzie oczywiście bez problemów napotkaliśmy piękną beżową „dziewięćdziesiątkęszóstkę” należącą do sympatycznej rodziny miłośników Saabów – Agnieszki, Marcina, Asi i Julii. O samych właścicielach będziecie mogli poczytać niebawem, gdyż przeprowadziliśmy z nimi wyczerpujący wywiad na temat ich projektu SaabVoyage.com.

Ta 96 okazała się być egzemplarzem z końcowej fazy produkcji (76 rok, produkcja między 1960, a 1980). Została wyposażona w plastikowe zderzaki, które sprężynowały podczas uderzenia w przeszkodę z niewielką prędkością. Zupełnie jak federalne zderzaki pięciomilowe w USA, tyle tylko, że nie zostały one podyktowane przepisami, a po prostu widzimisię producenta. Pod maską znalazł się już nie, znany z pierwszych Saabów, dwusuw, ale znane z fordów V4 o pojemności 1.5L. Co ciekawe, silnik ten obraca się w inną stronę niż w fordzie. Skrzynia biegów znajduje się za silnikiem i przenosi napęd na koła przednie.

Z czasów kiedy 96 były napędzane silnikami dwusuwowymi zostało w tym samochodzie tzw. wolne koło. Rozłącza ono napęd kiedy puścimy pedał gazu i pozwala  na zmianę biegów bez użycia pedału sprzęgła, uniemożliwia jednak hamowanie silnikiem. Wolne koło można wyłączyć i samochód zachowuje się zupełnie „normalnie”.

Po co w dwusuwach było wolne koło? Ponieważ silniki te były smarowane olejem zawartym w paliwie. Podczas hamowania silnikiem do cylindrów nie dostaje się paliwo, więc tym samym olej, a to przy dłuższej jeździe może prowadzić do zatarcia silnika. W czterosuwie tego problemu już nie ma, ale wolne koło zostało. Dla wygody. Do używania pedału sprzęgła tylko podczas ruszania, szybko można się przyzwyczaić.

Same biegi zmienia się bardzo przyjemnie za pomocą dźwigni umieszczonej przy kierownicy. Niestety wyższe osoby, takie jak ja, mają problemy z wybraniem niektórych przełożeń – wypadają one dokładnie w miejscu kolana. Pomimo przestronnej kabiny i braku jakichkolwiek ograniczników (poza dźwignią hamulca postojowego) na boki, ciężko znaleźć taką pozycję, żeby kolano nie przeszkadzało.

Sama dźwignia hamulca ręcznego jest ciekawa, bo startuje z pozycji prawie pionowej, by, będąc zaciągnięta, stać zupełnie w pionie. Trochę jak jakiś element sterujący w samolocie.

Czy wspominałem już o tym, że de facto Saab 96, to pierwszy model tej marki w ogóle, tylko po prostu po wielu modyfikacjach? Saab nigdy wcześniej nie robił samochodów, więc to była dla nich nowość. Stąd trochę smaczków zupełnie innych niż w „normalnych” autach. Nawet z tamtego okresu.

Mamy sterowanie nawiewami na desce rozdzielczej, po lewej stronie od kierownicy. Mamy dźwignię ręcznego, o której wspomniałem. Mamy przedni napęd i silnik ustawiony wzdłużnie. Mamy przednie fotele z zagłówkami i pasami, a tylną kanapę z pasami (zresztą tylna kanapa podnosi się jak wersalka, ukazując całkiem spory schowek). Mamy elementy nośne nadwozia wkomponowane w drzwi (progi). Mamy szyby w drzwiach bocznych zawieszone na osi, która znajduje się w przedniej części okna, a otwieranie ich polega na opuszczaniu i podnoszeniu tylnej ich części, i masę detali, które możecie obejrzeć w galerii na końcu artykułu.

Ilość ciekawych detali to właściwie to, co wyróżnia tego Saaba. Można chodzić dokoła niego w nieskończoność, co i rusz wynajdując kolejne fantastyczne elementy. A jaki jest w całokształcie? Praktyczny, całkiem szybki i podobno niezawodny. Właściciele mają kilka Saabów w różnym wieku, ale tego uważają za najpewniejszego. I cisną nim gdzie się da, na północ i na południe, daleko za granice Polski.

Nie sposób zapomnieć o rajdowym rodowodzie Saaba. Tymi samochodami ścigali się nie tylko Szwedzi. Finowie też traktowali ten wóz jako „swój”, w końcu składali go w swojej fabryce. Każdy fan motoryzacji na pewno kojarzy Erica Carlssona, czyli wspaniałego Mr. Saaba (jego autograf widnieje na daszku przeciwsłonecznym testowanego egzemplarza), który słynął m.in z tego, że często przewracał swoje Saaby na dach, co zresztą zostało wykorzystane w kampanii promocyjnej pewnego napoju. Był też wspaniałym, odnoszącym sukcesy kierowcą i bardzo charyzmatycznym i pogodnym człowiekiem z dużym poczuciem humoru.

Firma Saab wydała nawet poradnik pt. (mniej więcej) „jak zrobić z 96 rajdówkę w 40 krokach”. 96 przerobiona zgodnie z tymi wytycznymi nadal jest w środowiskach Saabowych uznawana za w pełni orginalną i poważaną w towarzystwie. Beżowy egzemplarz ma z tej listy m.in. sportowe zawieszenie bilstein, sportowy układ wydechowy, lepszy gaźnik, żaluzję na tylnej szybie, dodatkowe przednie halogeny, sportową kierownicę, a także klimatyczne naklejki rajdowe.

Ja z Saaba nie wycisnąłem siódmych potów. Marcin – właściciel – twierdzi, że nie wycisnąłem nawet trzecich. Saab jest więc stosunkowo szybki. Jak na tamte czasy i pojemność – nawet bardzo szybki. Przy tym jest też głośny, ale głośność ta zupełnie nie przeszkadza. Słychać, że to dźwięki prawdziwego samochodu. Mieszanka miksująca się w gaźniku, wpadająca do cylindra, wybuchająca i wychodząca z wydechu w postaci kolorowego obłoczku.

Jak już wspomniałem Saab jest praktyczny. Ma dwunastowoltową instalację elektryczną, sprawne ogrzewanie, przestronne wnętrze i duży bagażnik. Spokojnie mieści czteroosobową rodzinę i bagaż, nawet na zagraniczną wycieczkę. Nie jest może idealny jako jedyny samochód do codziennej jazdy, ale jako pojazd weekendowo-wakacyjny do intensywnego użytkowania – jak znalazł. Na pewno nie podda się przy krótszej ani dłuższej wycieczce, a i rajd turystyczny przejedzie bez problemu, pokazując innym na próbie sportowej, kto kiedyś robił najlepsze rajdówki.

Jak widzicie, niektóre rzeczy, których szukamy za morzem, są tuż za rogiem.

Dziękuję bardzo ekipie saabvoyage.com za udostępnienie 96 do testów.


Mogę opisać Twój wspaniały samochód? Pisz na hubert@klasykiplastiki.pl

One thought on “Z Trollhättan do Puszczy Kampinoskiej – Saab 96 v4”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *