VW Jetta A2, po prostu dobry wóz

Przez długie lata koncern VW bazował na tym, co Ferdinand Porsche wymyślił zgodnie z zaleceniami Adolfa H. jeszcze przed drugowojenną zawieruchą. Proste auto dla ludu, pasażerowe z przodu, silnik z tyłu, oczywiście chłodzony podmuchem bawarskiego wiatru. To rozwiązanie było dobre przez wiele dziesięcioleci, ale w końcu ktoś wymyślił, że za tylną kanapą można by składować jakieś przedmioty, a silnik upakować pod przednią maską i od razu go podłączyć do przednich kół. Niemcy jakiś czas opierali się tej nowej modzie, ale w końcu wprowadzili nowy model – Golfa. Wyszło im na tyle dobrze, że na wiele kolejnych lat klasa aut kompaktowych zyskała przydomek – klasa golfa. Pierwsza generacja była dobra, praktyczna, niedroga, całkiem ładnie narysowana. W wersjach z dieslem była zadziwiająco oszczędna, a w wersji GTi zaskakująco szybka. Potem ktoś wymyślił, że można mu doczepić z tyłu kufer i tak powstała Jetta – już nie tak urodziwy, ale całkiem przyjemny samochód. W latach 80 pierwszy golf się trochę przeterminował (poza kilkoma innymi krajami, m.in. RPA, gdzie był produkowany do 2009 roku jako City Golf), więc opracowano drugą generację. Zadebiutowała ona na początku 83 roku, wersja z doklejonym bagażnikiem natomiast pod koniec tego samego roku. Nowy golf był cięższy. Zarówno optycznie, jak i naprawdę. Zaczął coraz bardziej przypominać żelbetową konstrukcję z czasów III Rzeszy, niż lekki, zwinny, miejski pojazd. Przez pierwsze dwa lata produkcji podstawowe silniki i skrzynie biegów pozostały żywcem wyjęte z poprzedniej generacji, dopiero później wprowadzono nowe jednostki.

Właśnie takim wozem miałem okazję pojeździć. Jetta z 84 roku, z jeszcze gaźnikowym silnikiem 1.6, 4ro biegową skrzynią i prawie najwyższą wersją wyposażenia GL. Jakie było to wyposażenie? Otóż dość ubogie, ponad wersję podstawową mamy lewe lusterko sterowane od wewnątrz (prawego brak), konsolę środkową z praktycznym schowkiem, chromowane dekielki na felgach i ładne niebieskie wnętrze korespondujące z kolorem lakieru.

Jetta niestety jest takim wozem, który bardzo ukochał sobie pewien typ ludzi. Są to ludzie skrywający swoje twarze pod czapeczkami z daszkiem i posługujący się tajnym kodem składającym się z kilku słów-kluczy: gwint, gleba, kult, bbs. Niestety zawsze kiedy widzę jettę, co do której używane są powyższe zwroty, mam wrażenie że jest zepsuta. Zawieszenie się zapadło, sprężyny popękały, wydech podziurawił, a do tego biedaka właściciela nie było stać na odpowiednie felgi i opony, więc nałożył kormorany o szerokości 135 z daewoo tico na coś w rodzaju wiadra i przykręcił do piasty.

Samochód przed którym jednak stałem radośnie (jeszcze) dzierżąc kluczyki w dłoni, nie wyglądał jakby był popsuty. Twardo stał na swoim fabrycznym zawieszeniu, a szybka inspekcja ręczna potwierdziła, że amortyzatory nawet całkiem nieźle tłumią przechyły.

Samochody niemieckie niestety niosą za sobą pewnego typu brak radości. Są dobrze zrobione, poprawne, jeździ się nimi nieźle, ale brakuje im czynnika, który powoduje mimowolny uśmiech na facjacie woźnicy. Rzeczona jetta jednak stara się nic sobie nie robić z tych stereotypów i po otwarciu drzwi zachęca dość radosnym błękitnym wnętrzem.

Zajmujemy miejsce za wolantem i to co rzuca nam się oczy na sam początek, to niesamowite rozplanowanie przestrzeni we wnętrzu. Nie dość, że możemy się rozsiąść niczym w ulubionym przed-kominkowym fotelu, to jeszcze wszędzie mamy różnego typu schowki i półeczki. Spokojnie można by zorganizować w tym samochodzie sklep spożywczy albo obuwniczy i cały towar byłby świetnie wyeksponowany. Co równie ważne, całe centrum sterowania funkcjami samochodu, a nie jest ich zbyt wiele, zostało umieszczone pod ręką i estetycznie zgrupowane razem z zegarami. A propos zegarów, strasznie podoba mi się to, że analogowy zegarek (występujący zamiast obrotomierza), ma sekundnik i na postoju można usłyszeć ciche tik-tak.

Przekręcamy kluczyk w stacyjce i gaźnikowe 1.6 rozbrzmiewa całkiem przyjemną nutą. Wachlarz aromatów, wydobywający się z rury wydechowej pachnie dość klasycznie, spalinowo, bez filtra. Ruszamy.

Samochód jest bardzo dynamiczny i elastyczny. Niska waga w połączeniu z niczym nie stłumionym silnikiem daje super rezultaty. Cztery biegi zupełnie wystarczają do sprawnego poruszania się. Po wjeździe na autostradę nawet nie wiemy kiedy na liczniku pojawia się 140 km/h. Widać zdecydowanie, że samochód powstał w czasach, kiedy niemcy myśleli o podróżach po autobahnach, ale nie koniecznie testowali każde auto na Nurburgringu. I tak Jetta w dość szybko pokonywanych ciasnych łukach ma spore tendencje do podsterowności. Trzeba jednak pamiętać, że nie jest i nigdy nie było to auto sportowe (a na pewno nie w tej wersji).

Jetta patrząc obiektywnie jest naprawdę fajnym autem. Klasyczne linie, łatwość napraw i obsługi, dynamiczny silnik, ładne wnętrze – jednym słowem idealny kandydat na klasyka. Jednak kiedy z nią obcujesz masz wrażenie, że jest jak wykładowca na uczelni, który na pewno wie bardzo dużo i jest bardzo dobrym naukowcem, ale każdy student śpi już po 15 minutach jego wykładu. Jettcie brakuje takiego błysku w oku, pasji do jazdy. Jeździłem nią jakieś trzy miesiące temu i ani razu nie pomyślałem sobie, że chciałbym znowu to zrobić. Dlatego daję Jettcie 4 punkty na 10 możliwych.

4 thoughts on “VW Jetta A2, po prostu dobry wóz”

  1. A ja bym chętnie. I to w tej wersji, z pięknymi chromowanymi dekielkami. Podoba mi się bardziej niż Golf, może właśnie dlatego, że subtelnie i delikatnie zalatuje sobie grzybkiem. Natomiast mój brat z bratową mają dość późnego Golfa II w dyzlu i wiem jak to jeździ – a jeździ zupełnie kompetentnie.

    Nie lubię VAG-ów i nie jestem fanem sedanów, i dlatego Jetta II byłaby dla mnie fajnym wyborem na jaktajmera. Najlepiej 2d.

    1. Ja się do tej Jetty nie przekonałem. Całą zimę przestała na kobyłkach w garażu, bo trochę ją łatałem od spodu. Potem byliśmy nią na archirajdzie, ale zalewała się przy wolniejszej jeździe. Trochę w środku śmierdziało, bo podłoga była dziurawa, a szyberdach nieszczelny. Ale kolejny właściciel wiedział co bierze i jest bardzo zadowolony 😉

      1. Aktualnie wygląda tak samo 🙂 Jedynie pojawiła się felga. Na naprawy poszło góra 150 złotych? Tak to lać benzynę i jechać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *