Volvo 760 Turbo Intercooler – wymarzone emblematy

Jest kilka takich elementów składowych samochodu, o których producenci z dumą piszą (albo pisali jeszcze parę lat temu) na karoseriach swoich wyrobów. Chwalenie się liczbą zaworów (ale tylko jeżeli jest większa niż 2 na cylinder), liczbą cylindrów (ale tylko jeżeli jest ich przynajmniej 6 w układzie V), tudzież liczbą wałków rozrządu (jeżeli są co najmniej dwa), to praktyka często spotykana nawet jeszcze w latach 90 i 00, a narodziła się chyba dopiero na przełomie lat 70 i 80, kiedy to świat stał się przerysowany i krzykliwy, a samochody wyglądały jakby same wciągały kokainę z aktorami z Miami Vice czy Scarface. Ale te napisy, które wymieniłem powyżej bledną przy moich ulubionych, zwiastujących piekielną moc. Turbo oraz Intercooler. Zawsze mam wrażenie, że te dwa słowa (i jeszcze wyraz interceptor), wymyślił sam diabeł Boruta, bo tyle mają w sobie mocarnego przekazu.

Czym są zatem te dwa elementy i w jaki sposób uprzyjemniają nam jazdę samochodem? Cóż, jest to wiedza wprost z podstawówki, ale tym co nie pamiętają przypomnę, że turbosrpężarka oznaczona jako „turbo”, napędzana jest spalinami, a efektem tego napędzenia jest sprężanie powietrza dolotowego do silnika. Dzięki takiemu zabiegowi,  do cylindra dostarczane jest więcej powietrza, co przekłada się na lepsze spalanie. Słowem, mamy więcej mocy. Co daje intercooler? Dodatkowo chłodzi powietrze dolotowe, a jak wiadomo chłodniejsze powietrze ma mniejszą objętość, czyli mieści się go więcej na tej samej przestrzeni. Znowu – ten sam efekt. Więcej powietrza w cylindrze = więcej mocy. Mając więc zamontowane u siebie oba te urządzenia, mamy do dyspozycji ogromne pokłady mocy. Skutkiem ubocznym jest to, że na niskich obrotach samochód słabo jedzie, bo spaliny nie mają wystarczająco dużo prędkości, żeby napędzić wirnik sprężarki. Takie coś nazywa się turbodziurą.

Ale dość już szczegółów techicznych, które pewnie większość z was doskonale zna. Przejdźmy do studium konkretnego przypadku, czyli klasycznego volvowskiego redblocka obudowanego ponad toną szwedzkiej stali. Została ona uformowana w kształt przywodzący na myśl (a czego tutaj się spodziewaliście?) cegłę. Na tylnej klapie przytwierdzone zostały napisy: 760, oraz oczywiście turbo i intercooler. Dlaczego 760? Kiedyś w Volvo była taka polityka, że druga cyfra oznaczała liczbę cylindrów, stąd też np. seria 200 z silnikiem prv v6 nosiła nazwy 26x. Była to też przy okazji wersja najbardziej luksusowa. Na przełomie lat 80 i 90, Szwedzi odeszli od klasycznego przywiązania cyferek do tego co możemy znaleźć w samochodzie. Tak też, akurat to konkretne 760 ma 4-ro cylindrowy silnik, ale za to jest bardzo bogato jak na tamte czasy wyposażone – poduszka powietrzna, elektryczne szyby, szyberdach i lusterka. Te ostatnie oczywiście grzane, tak samo jak przednie fotele. Do tego ABS, automatyczna klimatyzacja i parę innych bajerów. To wszystko w 1990 roku!

Egzemplarz widoczny na zdjęciach znalazł się w moich rękach z dwóch powodów. Po pierwsze zawsze marzyłem o Volvo z turbo (ale koniecznie z oznaczeniem na tylnej klapie), a po drugie 240 turbo są już o wiele za drogie. Stąd gdy tylko na popularnym portalu ogłoszeniowym pojawił się ten oto egzemlarz wyceniony mniej więcej na równowartość jednej średniej krajowej, stwierdziłem – jedziemy. Jak stwierdziłem, tak zrobiliśmy i około północy dotarliśmy w okolice Piotrkowa. Po krótkich negocjacjach i oględzinach przy latarce padła decyzja – bierzemy. Oczywiście jak to zwykle bywa w przypadku dość skomplikowanych samochodów, które od lat są w Polsce i naprawia je znany serwis z Woli Dzbądzkiej, podróż powrotna nie obyła się bez małych przygód.

Podczas oględzin oczywiście stwierdziliśmy, że: Volvo ma LPG, niby jakąś tam sekwencję Staga, ale oczywiście na gazie przerywa i nie jedzie (no ale to się wyreguluje). Volvo niezbyt chętnie chce skręcać w prawo (no, ale coś tam urwaliśmy z ceny to się ogarnie magiel). Do tego zmienia biegi nie w tych momentach w których się można tego spodziewać i do tego robi to z pomocą bojowego młota wikingów. Oczywiście, już wtedy trzeba było zostawić ten samochód w spokoju, ale przecież to turbo intercooler!

Ostatecznie w trasie wyszło już tylko tyle, że w dolocie była dziura wielkości pięści i jak silnik się nagrzał i wolne obroty trochę spadły, to gasł. W automacie to delikatny problem, bo silnik wyłączał się przy każdym zatrzymaniu. Ale! Opatentowałem technikę, żeby podczas toczenia się z prędkością poniżej 15km/h przerzucać wajchę w pozycję N i utrzymywać odpowiednie obroty ręcznie (a raczej nożnie).

Spychając na margines wszelkie niedogodności, które były przypadłością tego konkretnego egzemplarza, muszę przyznać że 760 to nieziemsko komfortowy wóz. W domu nie mam tak wygodnych i przyjemnych w dotyku foteli. Pozycja za kierownicą jest wspaniała, a samochód wręcz uspokaja, stabilnie pędząc po trasie szybkiego ruchu. Volva z serii 700 wyposażone w turbosprężarkę w szczytowym okresie rozwoju osiągały moc ponad 180 koni mechanicznych, co czyniło te samochody naprawdę szybkimi. Niestety regulacje prawno-ekologiczno-podatkowe spowodowały, że nasz egzemplarz, czyli model na rok 1990 miał tylko 156 koni mechanicznych. Można by się zastanawiać, czy nie jest to za mało jak na flagowy model szwedzkiej marki.

Tym konkretnym egzemplarzem nie nacieszyłem się zbyt długo, ponieważ ilość koniecznych do wykonania napraw delikatnie przerosła moje oczekiwania. Udało mi się jednak znaleźć pasjonatów, którzy przejęli ode mnie auto zostawiając mi w kieszeni dokładnie tyle złotówek ile ja sam zostawiłem w kieszeni poprzedniego właściciela. Także marzenie o posiadaniu emblematów turbo intercooler na tylnej klapie spełniłem. Mam nadzieję że po ogarnięciu tego i tamtego samochód dzielnie nabija kolejne kilometry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *