Podróżnik po godzinach – Renault Rapid (nie Skoda)

Małe, dostawcze Renault z mechaniką i jak największą ilością części od popularnego, miejskiego modelu. Najpierw była czwórka, która po prostu miała wersję towarową. Potem nastały czasy piątki, ale Francuzi nie trapili się dostosowywaniem swojego małego dostawczaka do aktualnej gamy modelowej. Dalej w salonach (albo przed nimi) stały sobie spokojnie Renault 4 Fourgonette. Dopiero po liftingu piątki stwierdzono, że nawet Pierre wożący na co dzień kilka kilogramów sera i dziesięć skrzynek wina do lokalnego miasteczka zasługuje na odrobinę luksusu. No dobra, może z tym luksusem, to przesadziłem, ale na pewno na odrobinę plastiku i nowoczesnych rozwiązań.

W 1985 roku do salonów wjechał Express. Mechanika, i przednia część, aż do słupka B (z wyjątkiem dachu, który został podwyższony) pochodziły z Renault 5. Rozstaw osi powiększono, a w tylnej części wykonano charakterystyczną, pudełkowatą zabudowę, która już na pierwszy rzut oka mówi nam, że na pace zmieści się europaleta. W zależności od rynku samochód nazywał się Express (prawie wszędzie), Rapid (Niemcy) lub Extra (Wielka Brytania). Widać, że na tym etapie Francuzi doskonale rozumieli rozbieżność swojego poczucia humoru z tym reprezentowanym przez Brytyjczyków. Express, tudzież Rapid nie był wcale zbyt szybki. Szczególnie obciążony. Można było nim jednak jeździć szybko. Wystarczyło nie bać się przechyłów i pamiętać, że prędkość raz utracona, nie zostanie prędko odzyskana. Zakręty, nierówności, progi zwalniające, to wszystko najlepiej przejechać z nogą w podłodze i pozwolić dość wysokiemu i miękko resorującemu zawieszeniu wykonać swoją pracę. Podwozie zostało żywcem przejęte z piątki. Stąd też z tyłu mamy rzadko spotykane w tej klasie samochodów niezależne zawieszenie. Jako ciekawostkę można dodać, że ten konkretny układ kupił od Renault Ford i zastosował w Courierze, w 1990 roku.

Egzemplarz ze zdjęć pochodzi z połowy lat 90, czyli końcowej fazy produkcji Expressa. Tak, jeżeli ktoś jeszcze nie wywnioskował tego samodzielnie, to sprostuję. Renault nie zaprzątało sobie głowy zrobieniem nowego, małego samochodu dostawczego po wprowadzeniu na rynek Clio pierwszej generacji (Express przeszedł wtedy jedynie lifting). Następcą Rapida jest Kangoo, które bazuje na Clio II. Następstwem tych działań jest niesamowita prostota bijąca z wnętrza tego samochodu. Deska rozdzielcza jest nieskomplikowana, plastikowa, mimo to niepozbawiona schowków. Nad głowami pasażerów mamy wygodną półkę na różne szpargały. Tapicerka podłogi wykonana jest z grubego i solidnego gumo-plastiku. Przestrzeń ładunkowa została oryginalnie oddzielona od pasażerskiej tylko prostymi rurkami za siedzeniem kierowcy. Żadnych metalowych przegród czy krat. Tylne drzwi otwierają się aż do kąta 180 stopni, a nad drzwiami znajduje się klapa pozwalająca na przewóz drabin, czy innych długich przedmiotów. W górze pokrywę trzyma układ pomysłowych, niezawodnych i prostych drutów. W razie potrzeby można ją zdemontować, co trwa około dziesięciu sekund. Żadnych skomplikowanych siłowników, zapadek, zamków i tym podobnych rozwiązań.

Czerwony Rapid w przestrzeni ładunkowej ma zamontowaną podstawową zabudowę kempingową. Łóżko, szafka, stolik, kuchenka i zbiornik z wodą, czyli wszystko co jest potrzebne, żeby jeździć na najdalsze nawet wojaże i nie przejmować się dostępnością miejsc noclegowych. W połączeniu z instalacją LPG koszty podróży stają się śmiesznie niskie. Ze względu na swoje niewielkie gabaryty zewnętrzne Express wjedzie i zaparkuje wszędzie, a osoba w nim śpiąca nie wzbudzi żadnych podejrzeń w miejscach, z których regularne kampery zostałyby dawno wypędzone. W razie potrzeby demontaż całej zabudowy trwa nie więcej niż 10 minut, więc w przerwach między zwiedzaniem świata Express może zarabiać na siebie, wożąc na przykład części do Citroena DS, albo rozwożąc wino do miejscowych sklepów.

Osobiście bardzo lubię koncept stojący za samochodami takimi jak Renault Rapid. Niewielkie vany są dokładnie tym, czym miały być. Maksymalnie użytkowymi i prostymi w konstrukcji narzędziami pracy. Bazowanie na popularnym samochodzie miejskim obniża koszty produkcji i serwisu, a przy okazji pozwala uzyskać coś, co jest zwrotne i przyjazne do użytku w mieście. Jedyne, czego chyba tym samochodom brakuje to prestiż (GOŁA BLACHA WE WNĘTRZU!) i chyba dlatego powoli znikają z ofert producentów. Ich miejsce zajmują budowane od podstaw, ale za to wspólnie przez dwudziestu producentów samochody o jednolitej bryle i zupełnie nijakiej aparycji. Szkoda.

Dziękuję Jackowi za udostępnienie Rapida do testu. Jednocześnie zachęcam do zajrzenia na fanpage Bielskich Klasyków Nocą, z którymi zarówno Rapid, jak i Jacek są związani.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *