Na jednym baku dookoła Świata

Nigdy nie miałem w swoim garażu samochodu typowo miejskiego, na przysłowiowe wypady po bułki. Takiego, który zaparkuję między dwoma śmietnikami i będę tankował raz na pół roku. Muszę przyznać, ze przy moim trybie życia, to jest dojeżdżaniu do pracy, załatwianiu różnych spraw na mieście i jeżdżeniu głównie w dwie osoby, posiadanie takiego wozu było bardzo zasadne. Dlatego do garażu wjechało miejskie auto, Citroen AX.

Akurat trafiła mi się „dobra sztuka”, spełniająca wszystkie niezbędne dla mnie kryteria. Po pierwsze, był to model 14RD, a więc z legendarnie oszczędnym silnikiem diesla. Jak ma być tanio, to po całości. Po drugie, Citroen był sprzed 1991 roku, czyli sprzed faceliftingu. Było to dla mnie istotne, gdyż o ile z zewnątrz wersje przed i po praktycznie się od siebie nie różniły, o tyle wewnątrz różnica była kolosalna na korzyść starszego modelu. Trafienie takiego połączenia okazało się dosyć trudne, gdyż silnik diesla do AXa trafiał od 1989 roku, a face lifting przeprowadzono w połowie 1991 roku, zatem przedliftowy diesel z fabryki wychodził tylko przez około dwa lata. Po trzecie w końcu, Citroen miał trzydrzwiowe nadwozie, co może nie jest szczytem funkcjonalności, ale po co komu druga para drzwi, jak się jeździ samemu albo we dwójkę?

Citroen AX w ofercie Citroena pojawił się w 1986 roku i bezpośrednio zastąpił model LN/LNA, który był równolegle oferowany także pod marką Peugeot i Talbot. Co ciekawe, w momencie wdrożenia do produkcji AXa, Citroen wytwarzał i sprzedawał równocześnie modele 2CV, Axel i Visa. Nowy mały Citroen występował w naturze w dwóch wersjach nadwozia, jako 3- i 5-drzwiowy hatchback, w przeciwieństwie do wcześniej wymienionych modeli, które nie dawały takiego wyboru. Jak przystało na francuskiego malucha, AX produkowany był ponad dekadę, do 1998 roku, kiedy z rynku zaczął wypierać go wprowadzony dwa lata wcześniej znacznie nowocześniejszy Saxo. 12 lat produkcji to i tak niewiele, jeśli zestawi się go z małymi Renault, tłuczonymi średnio przez 20 lat, albo z własnym 2CV, który przebił wszystkich i utrzymywał się na rynku prawie pół wieku. Dzisiaj jedynie Fiat Punto może poszczycić się podobnie długim stażem, ale przy obecnych realiach rynku 12 lat to jak cały wiek. Francuzi byli mistrzami w budowie silników wysokoprężnych i ich miniaturyzacji, a jednym z efektów ich pracy był silnik diesla 1.4, który w latach 90 rozrósł się do pojemności 1.5. Citroen AX napędzany tym silnikiem odbył podróż z Dover do Barcelony, pokonując ponad 1600 km na jednym zbiorniku paliwa, osiągając średnie spalanie na poziomie 2,7 litra na 100 km. Jest to najlepszy wynik w historii, jeśli chodzi o zmierzone długodystansowe spalanie paliwa, dzięki czemu znalazł się w Księdze Rekordów Guinnessa. Poza silnikiem diesla, mały Citroen występował także z kilkoma motorami benzynowymi, z najmniejszym litrowym i największym 1,4-litrowym. Ten ostatni mógł też być połączony z napędem 4×4. W ofercie była również odrobina szaleństwa, czyli prawie stukonne wersje Sport, a później od początku lat 90 GT i GTi (odpowiednio z zasilaniem gaźnikiem i wtryskiem paliwa), z nieco bardziej agresywną stylistyką.

Starsze Citroeny zawsze słynęły z ekstrawagancji i nie inaczej jest w tym przypadku. Oczywiście, AX był modelem z samego dołu oferty, więc nie ma tutaj takich gadżetów jak np. hydropneumatyczne zawieszenie, charakterystyczne dla wyżej pozycjonowanych modeli. Nutą ekstrawagancji jest na pewno wnętrze, będące charakterystycznym Citroenem z tamtego okresu. Facelifting sprawił, że straciło ono cały swój urok, dlatego tak bardzo zależało mi na egzemplarzu sprzed 1991 roku. Pierwszym, co się rzuca w oczy, jest deska rozdzielcza odrysowana od ekierki, posiadająca niekończącą się liczbę schowków i półeczek. Nieco bardziej wyszukane wersje posiadały zamykane schowki, w moim egzemplarzu zamknięć nie było. Jest to niezwykle poręczne rozwiązanie, gdyż w innych samochodach często nie miałem gdzie położyć telefonu, okularów przeciwsłonecznych, butelki wody, mapy, ładowarki do telefonu, a tutaj problem nie istniał. A propos butelki wody, nie spotkałem nigdy wcześniej i nigdy później równie przyjaznego rozwiązania, co wielka kieszeń w drzwiach. Wersja pięciodrzwiowa była jej niestety pozbawiona. Typowa dla Citroena jest także jednoramienna kierownica, dosyć specyficznie leżąca w dłoni, do której można się przyzwyczaić. Ze względu na biedne wyposażenie, fotele regulowały się tylko w jednej płaszczyźnie, a samochód nie posiadał nawet radia, w miejscu którego była… dziura. Fabrycznie. Cóż.

Jak się żyło z małym Citroenem? Tak sobie, niestety. O ile sam w sobie był zdecydowanie świetnym autem do nagniatania po mieście, o tyle bolączki tego konkretnego egzemplarza skutecznie odbierały radość z jego użytkowania. Auto zostało wyrwane od grzyba pośrednio przez handlarza, więc poziom zadbania był zdecydowanie ujemny. Wewnątrz był potworny syf, którego nigdy nie udało mi się w satysfakcjonującym stopniu uprzątnąć, a że posiadanie Citroena przypadło na okres letni, od nagrzanych oparów absurdu robiło się niedobrze. Jednak, jeżeli zapomniało się o wszechobecnym bałaganie, samochodem jeździło się naprawdę przyjemnie. 54 konie małego diesla bardzo żwawo odpychały koła od jezdni, a że jeździłem głównie po mieście (nie licząc trasy do Warszawy po zakupie), większa liczba koni nie była potrzebna. Czy spalanie było faktycznie tak samo skromne, jak wynikało z historycznego testu? Było. Może nie osiągnąłem wyniku tak spektakularnego, jak ten wpisany do Księgi Rekordów, ale samochód zatankowany do pełna po zakupie jeździł na jednym zbiorniku przez cały czas jego posiadania przeze mnie. Przez wyżej wymienione trudności obiektywne, z użytkowania AXa nie mogłem czerpać takiej frajdy, jakiej oczekiwałem, toteż chęć odkupienia wozu przez mojego znajomego okazała się propozycją nie do odrzucenia.

A co z autem miejskim? Chrzanić to, mam Volvo 240.

 

2 thoughts on “Na jednym baku dookoła Świata”

  1. Bardzo sympatyczne wozidełko, taki Citroen. Istotnie, musi być oszczędny – dostawcy kebabów z Wiatracznej dzień w dzień cisną takim, z tym że poliftowym 😀 Zgadzam się, że lifting pozbył wnętrze całego uroku, no ale tak było chyba z każdym samochodem tej marki, czy to BX, CX czy XM. Nie bardzo rozumiem co kierowało Francuzami, by upodabniać nowe wcielenia swoich nietuzinkowych projektów do reszty aut.

    Szkoda, że ten AX był taki niezadbany. BX, którego pomagałem niedawno odpalać na spocie youngtimerów też był wyrwany od grzyba, który latał nim przez 24 lata i choć wrażenia zapachowe były jak najbardziej pozytywne, to pod maską znajdowała się kosmiczna ilość grzybopatentów. Nie dość, że trzeba go było odpalać na krótko, to naderwany kabel od jednej z klem został naprawiony dwiema związanymi kawałkiem szmaty śrubkami. O dziwo śrubki lubiły się od czasu do czasu poluzować – co mogło pójść nie tak? 😛

    Wracając do tematu AX – coraz mniej ich już widuję. Szczerze mówiąc, jedyny, którego ostatnio spotykam to dosyć rozpoznawalny, szary, należący do Fi. A szkoda, bo to wóz bardzo zgrabny i powstały jeszcze przed erą „napompowywania” wszystkich samochodów, zatem wszędzie się wciśnie i wygodnie się nim manewruje.

    A Volvo 240 jest wspaniałym samochodem miejskim. Wiesz gdzie się zaczyna i gdzie się kończy, a jak trzeba przewieźć dwie komody, telewizor Rubin i skrzynię biegów do Stara, to przewiezie.

    1. To prawda, lifting Citroenów z lat 90 kompletnie wyssał z wnętrza cały nietuzinkowy klimat, który miały ekscentryczne wnętrza w modelach przedliftowych. Wśród naszych samochodów znajduje się też przedliftowy Citroen XM, który również ma bardzo przyjemną deskę rozdzielczą, a po modernizacji była ona podobna zupełnie do niczego. Szkoda, że Citroen w latach 90 przebrał się z kolorowych kraciastych marynarek i czerwonych spodni na szare spodnie i wełniany sweter.

      Niestety, z małymi popularnymi samochodami tak jest, że po latach wiele z nich wymiera śmiercią naturalną. Jako tanie samochody były nagniatane, aż odpadną wszystkie koła, a że później nie stały się popularnymi klasykami, to większość wymiotło. AX stylistycznie nie był dziełem wybitnym, nie miał żadnej spektakularnej wersji (GT i GTi są dosyć mało popularne) ani nie zawojował świata w sporcie (jak np. Peugeot 205), więc nie wzbudza zainteresowania i sukcesywnie znika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *