FIAT Tempra – szczypta kosmosu na Ziemi

Ile ludzi, tyle motoryzacyjnych marzeń i zachcianek. Dużo jest ściśle związanych z dzieciństwem, kiedy bawiliśmy się resorakami i oglądaliśmy filmy z samochodami w roli głównej. Pokolenie wychowane w latach 90, czyli tak jak ja, śliniło się do Corvette C5, Dodge’a Vipera, Lamborghini Diablo i innych supersamochodów z epoki. Nieodłącznym elementem tamtych czasów była guma do żucia Turbo z kultowymi już wkładkami. W takim razie, u licha, skąd u mnie przez lata tliła się chęć posiadania Fiata Tempry?!

Zakup tego samochodu był w dużym stopniu umotywowany wspomnieniami z dzieciństwa i młodości, w których Fiat Tempra grał wiodącą rolę. Sama transakcja była pozbawiona jakiegokolwiek napięcia i szaleństwa, ot po prostu pojechałem, obejrzałem, pokopałem w oponkę i wróciłem na kołach, spełniając jedno ze swoich głupich motoryzacyjnych marzeń.

A tym marzeniem było posiadanie auta z elektroniczną deską rozdzielczą digital. Odkąd pierwszy raz, mając kilka lat, zobaczyłem taki wynalazek rodem ze statku Enterprise, zapałałem do niego pożądaniem. Jako iż była to akurat w trakcie podróży Fiatem Tempra w barwach MPT, zapamiętałem właśnie ten samochód. Obijałem się wtedy jeszcze głową o meble, ale już od najmłodszych lat wykazywałem nienormalne zainteresowanie motoryzacją, stąd wspomnienia z tamtego okresu są bardzo silne. Zacząłem oglądać się za tymi autami na drodze. Nie udało mi się niestety przekonać moich rodziców, że potrzebują dokładnie takiego samochodu i kupili coś zupełnie innego.

Sama Tempra jest dosyć nudna i obecnie mocno zapomniana. Wraz z bliźniaczym Fiatem Tipo, będącym dwubryłowym odpowiednikiem Tempry, powstały pod koniec lat 80 i bez większych zmian produkowane były do mniej więcej połowy lat 90, kiedy ich miejsce zajęły Marea, Bravo i Brava. Brakowało też  spektakularnych wersji silnikowych, przynajmniej w Europie. Na rynku brazylijskim Tempra mogła mieć dwulitrowy silnik z turbodoładowaniem, a do tego, również niespotykane na Starym Kontynencie, nadwozie dwudrzwiowe. Na rynku europejskim z bardziej interesujących wersji można wymienić jedynie model kombi występujący z napędem na cztery koła. Poza tym nuda, jak na polskim filmie, nic się nie dzieje.

Ciekawie robiło się dopiero w najbogatszych wersjach wyposażenia, SX, a po liftingu w 1993 roku SLX. Moja Tempra jest w wersji SX i w tym roczniku (1992) ma praktycznie wszystkie możliwe wypasy, jakie były oferowane do tego samchodu. Elektryczne przednie szyby, elektrycznie sterowane lusterka zewnętrzne, zaawansowany system audio z sześcioma głośnikami, wspomaganie kierownicy, przednie światła przeciwmgłowe, podwójna roleta tylnej szyby, to są rzeczy dosyć przyziemne, aczkolwiek w aucie tej klasy (mówimy o Fiacie z początku lat 90) w takim nagromadzeniu występowały dosyć rzadko. Najważniejsze w tym samochodzie są jednak dwie inne rzeczy: elektroniczna deska rozdzielcza Digital i system automatycznego sterowania nawiewem Thermotronic. To te dwie rzeczy powodują, że ludzie na początku lat 90 przenosili się w przyszłość, m.in. ja za dzieciaka.

Umówmy się, gdyby w miejsce zegarów digital wstawić zwykłe zegary analogowe, poziom wiedzy kierowcy o parametrach jazdy byłby praktycznie ten sam. Prędkościomierz, obrotomierz, wskaźnik paliwa, wskaźnik temperatury cieczy i zespół kontrolek. Cały pic jednak polega na formie przekazu, która nawet po ćwierci wieku robi wrażenie. 78-konny silnik 1.6 bardzo energicznie wchodzi na obroty, więc pasek obrotomierza zapełnia się bardzo szybko. Zwłaszcza efektownie wygląda to przy robieniu przegazówek, wówczas obrotomierz wygląda jak equalizer w wieży hi fi. Modny w tamtych czasach był wskaźnik jazdy ekonomicznej, zazwyczaj w formie wskaźnika orientacyjnego, chwilowego spalania. Tutaj jego rolę pełnią dwie kontrolki, economy i power, a odpowiednia zapala się jako wypadkowa stylu jazdy kierowcy. Jest to system dosyć inteligentny, bo swoją „wiedzę” czerpie zarówno z obrotów silnika, jak i z prędkości i stopnia wychylenia przepustnicy. Inaczej mówiąc, pomarańczowa kontrolka power wcześniej zapala się przy wkręcaniu silnika na wysokie obroty przy niższych prędkościach, niż podczas stabilnej jazdy z dużymi obrotami i prędkościami np. na autostradzie. Typowa dla Fiata jest sylwetka samochodu na desce rozdzielczej i wpisane w nią kontrolki. Tutaj kontur pełni funkcję check-panelu, gdzie na bieżąco wyświetlane są informacje o otwartych drzwiach, przepalonych żarówkach i zbyt niskim poziomie któregoś z płynów eksploatacyjnych.  Bardzo egzotycznym wynalazkiem jest automatyczna klimatyzacja, tylko… bez klimatyzacji. System nazywa się Thermotronic i na podstawie ustawionej wartości i danych z czujnika temperatury wewnątrz pojazdu, samoczynnie operuje wentylatorem i wszystkimi klapami nawiewu, aby tę wartość w kabinie utrzymać. Przesiadając się z jakiegokolwiek samochodu, gdzie za obsługę nawiewu odpowiadają trzy pokrętła, względnie suwaki,  ogarnianie wszystkiego podświetlającymi się przyciskami jest zupełnie nową jakością. W trybie manualnym sami ustawiamy intensywność nawiewu i jego kierunek, a silniczki elektryczne jedynie właściwie ustawiają klapy. Tryb automatyczny reguluje wszystko za nas, kierowca wyłącznie ustawia temperaturę, jaką chce mieć w kabinie, a Thermotronic resztę robi za niego. Jeżeli wewnątrz jest zbyt zimno, klapy ustawiają się tak, aby ciepłe powietrze wpadało do środka od dołu. Jeżeli zaś jest zbyt ciepło w stosunku do zadanej temperatury, wlot powietrza następuje górą. Samoczynnie też zmienia się prędkość, z jaka obraca się wentylator. Tak, nadal siedzimy w Fiacie z 1992 roku.

Jak to jeździ? Po silniku 1.6 z pojedynczym, elektronicznym wtryskiem paliwa, nie można spodziewać się cudów i tych cudów faktycznie nie ma. Silnik konstrukcyjnie jest  bardzo prosty, jest to bowiem rozwinięcie konstrukcji znanej jeszcze m.in. z Fiata Regaty.  Wczesne Tipo i Tempry miały jeszcze zasilanie gaźnikiem, ale tylko do 1992 roku, kiedy gaźniki zostały wyparte przez układy pojedynczego wtrysku paliwa. Mam porównanie do kilku innych silników o tej pojemności, którymi miałem w ostatnim czasie okazję jeździć i muszę jednak przyznać, że motor radzi sobie bardzo solidnie. Do stukonnego silnika BMW nie ma co prawda startu, ale na tle np. silnika CVH z Forda o bardzo zbliżonej mocy, fiatowskie 1.6 idzie jak burza. Jak wcześniej wspomniałem, silnik bardzo szybko wchodzi na obroty, co bardzo zachęca do dynamicznej jazdy. Tutaj wychodzi typowo włoski temperament, gdyż przy takiej charakterystyce pracy jednostki napędowej  ciężko jest Temprą jeździć grzecznie i spokojnie. Optymalna prędkość podróżna to około 100 km/h, gdzie występuje idealny balans między dynamiką i spalaniem, ale wóz stabilnie radzi sobie do 140 km/h. Szybciej też się da, ale za szybkością przestaje nadążać mało wyrafinowane podwozie.

Kupując auto za tzw. 500+ nie wymagałem od niego wiele, ale dostałem w zamian dużo więcej, niż oczekiwałem, spełniając swoje niespełnione marzenie z dzieciństwa. Dodatkowo uratowałem samochód przed zagładą, gdyż kilka dni później „wychodziło” ubezpieczenie OC i gdybym ja go nie kupił, najprawdopodobniej nie zrobiłby tego nikt inny, a ówczesny właściciel powiedział otwarcie, że nowego ubezpieczenia wykupować nie zamierza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *