Dzień z Baleronem

Nie tak dawno temu miałem okazję pojeździć Baleronem z najsłabszym silnikiem diesla, czyli 200d. Uznałem wtedy, że jest to bardzo poprawny samochód, ale nie wzbudzający zupełnie żadnych emocji. No chyba, że emeryci odczuwają jakieś emocje, których ja jeszcze nie znam.

Parę miesięcy później odezwał się do mnie Adam, właściciel Balerona w Coupe. Powiedział, że dałby mi nim pojeździć, ale „zjadę go jak burą sukę”, więc sobie odpuści. Przekonałem go, że może jednak mi się spodoba i dostałem kawał niemieckiej technologii na cały jeden dzień. Moje refleksje będą miały charakter porównania z w124 w sedanie i w dieslu, ponieważ bardzo rzuciło mi się w oczy, jak te dwa pozornie podobne samochody się od siebie różnią. Zatem zaczynamy.

Nadwozie

Baleron w sedanie to zwykła taryfa. Jak ostatnio byliśmy w Tomaszowie Mazowieckim, to połowa mieszkańców cisnęła takimi na daily, a druga połowa właśnie na taksówce. Obowiązkowo z ledami do jazdy dziennej. Jak jest z coupe? Oczywiście nie nadaje się do wożenia ludzi za pieniądze. Gwarantuje za to niesamowicie dużo przestrzeni dla dwójki pasażerów, całkiem elegancką linię boczną i szyby, które otwierają się bez środkowego słupka, tworząc wrażenie jak w amerykańskich hardtopach. Za nadwozie daję więc plusa, chociaż nadal nie podoba mi się ogólny design tego samochodu.

Wnętrze

W testowanym egzemplarzu były skórzane fotele, które okazały się być o niebo wygodniejsze niż te najtańsze, wykonane z MB-Texu. Do tego z bocznych słupków, po każdym zamknięciu drzwi wysuwały się automatyczne podajniki pasów, żeby nie trzeba było za daleko sięgać. Ot, taki gadżet. Bardzo przyjemny. Czujesz, że samochód o Ciebie dba. A skoro już przy trosce o pasażerów jesteśmy. Klimatyzacja. Sprawna, dwustrefowa, pozwalająca nawet w gorący dzień relaksująco sunąć po okolicy, korzystając z bardzo dobrego wyciszenia wnętrza. Okropna meblościanka na desce rozdzielczej, tak bardzo rażąca oczy w 200d została zastąpiona troszkę mniej rażącym fornirem z drzewa orzechowego, czy czegoś takiego. Nadal mi się nie podoba, ale to już krok w dobrym kierunku. No i na koniec kierownica. Mniejsza, skórzana, przyjemnie leżąca w dłoni. Zupełnie inne doświadczenie, niż siedzenie za ogromnym kołem sterowym w 200d.

Układ Napędowy

Mercedes ze zdjęć ma na tylnej klapie oznaczenie 220CE. Oznacza to 2.2 litrowy, benzynowy silnik na elektronicznym wtrysku, który osiąga 150 koni mechanicznych. Ma wystarczająco dużo mocy. Jest cichy i w połączeniu z automatyczną skrzynią biegów gwarantuje wystarczającą dynamikę do wykonywania różnorakich manewrów na drodze. Jego ulubioną czynnością jest jednak spokojne sunięcie po prostej jezdni w tempie trochę wyższym niż spacerowe. Dobrze, że nie ma tempomatu, bo każda jazda autostradą wiązałaby się z ucięciem sobie drzemki. A drzemki za kierownicą są niebezpieczne, czytałem o tym gdzieś.

Poza standardową jazdą, poddaliśmy Balerona kilku testom sprawdzającym jego przydatność w typowych sytuacjach, w których może znaleźć się właściciel Merdecesa. 

Awaria

Wiecie jak to jest, niemieckie samochody się nie psują. Właśnie dlatego bardzo często ich właściciele doprowadzają do zaniedbań serwisowych, co ostatecznie kończy się awarią i unieruchomieniem samochodu na drodze. My zrobiliśmy symulację takiego zdarzenia. Niewątpliwym plusem jest umieszczenie trójkąta ostrzegawczego wewnątrz klapy bagażnika. Jest łatwo dostępny, a nawet nie rozstawiony na drodze spełnia swoją odblaskową funkcję. Kolejną zaletą jest dobry dostęp do podzespołów pod maską. Wadą okazał się być brak fabrycznego zestawu narzędzi (jak na przykład w BMW), oraz książka serwisowa od BMW e36 znaleziona w bagażniku, która zupełnie nie pomogła nam w zlokalizowaniu wyimaginowanej awarii.

Materiały Budowlane

Drugą po taksówkarzach grupą uwielbiającą stare Mercedesy są budowlańcy. Jak zatem sprawdza się bagażnik Balerona w wyrafinowanej wersji coupe w konfrontacji z materiałami budowlanymi? Trzeba przyznać, że bardzo dobrze.  Przewieźliśmy jedną sztukę kostki na odległość 7 kilometrów i c124 nie uklękł na robocie ani trochę. Myślę jednak, że do wożenia większych ilości cegieł lepsza byłaby wersja kombi, albo przyczepka.

Herbatka

Nie sposób ukryć, że Mercedesami 124 często jeżdżą osoby starsze. Swojski wystrój wnętrza, połączony ze stonowaną stylistyką nadwozia nie wprowadza dodatkowego zamętu do zmęczonej życiem głowy emeryta. Dlatego też Baleronem udaliśmy się na herbatkę do mojej babci, której bardzo spodobał się samochód. Jej kubeczki w kwiatki pasują do tacki na napoje umieszczonej w drzwiczkach schowka. Myślę, że wycieczki na herbatkę są tym, do czego ten samochód nadaje się najlepiej. Kawa raczej mu nie smakuje.

Podsumowanie

Po dniu spędzonym z Baleronem w dwudrzwiowym nadwoziu stwierdzam, że rozumiem. Rozumiem dlaczego wszyscy ludzie, którzy chcą mieć stary samochód, którym będą mogli również bezstresowo jeździć na codzień kupują w124. Jest to po prostu wóz, który w codziennym użytkowaniu jest zupełnie normalny. Niczym nie odbiega od samochodów, które można dzisiaj dostać w salonie, a nawet pod wieloma względami je przewyższa.

Dlatego właśnie nie lubiłem starych Mercedesów. Bo jako materiał na klasyka są zbyt dobre. Nie dają poczucia obcowania z produktem zabytkowym. Nie dają wrażenia cofnięcia do innej epoki. Są po prostu zwykłymi wozami do jazdy na co dzień, a ich rok produkcji pozwala wkradać się na imprezy dla samochodów zabytkowych.

Teraz stwierdzam, że za to właśnie można taki wóz lubić. Warszawa jest na tyle męczącym miastem, że klimatyzacja, mocny silnik i automatyczna skrzynia biegów całkowicie skradły moją duszę. Gdybym szukał starego, bezstresowego wozu na daily, to pewnie kupiłbym Balerona. Na szczęście aktualnie nie mam takiego zapotrzebowania.

One thought on “Dzień z Baleronem”

  1. Z tym drewnem na desce to różnie bywało – nie wiem czy dobrze widzę, ale w tym egzemplarzu chyba jest mieszanka, bo wokół dźwigni zmiany biegów ma orzech, a na popielniczce już to samo, co w testowanym wcześniej 200D 😛 Ogólnie wydaje mi się, że przed E-Klasą (1993) drewno było właśnie takie jak w owym 200D (w „paski”), a potem zmienili na orzech („plamkowaty” wzór), który był też obecny np. w W140. W moim z 1991r. jest właśnie ten pierwszy wzór, prawdopodobnie nigdy nie wymieniany, bo mocno rozjaśniony przez słońce i popękany jak serca nastolatek po coming oucie wokalisty Wham 😀

    Jeszcze w sprawie tapicerki (oczywiście zakładając, że w artykule porównujesz go do tamtego czerwonego 200D), to w tamtym sedanie były zwykłe materiałowe siedzenia, które rzeczywiście nie powalają miękkością. MB Tex z kolei jest jakimś wyrobem skóropodobnym, wykonanym by łatwo się go czyściło i przecierającym się po milionie kilometrów 😀

    Szkoda, że tak mało trafia się W124 z oryginalnym zestawem narzędzi. W BMW zdecydowanie częściej je widuję, no i są elegancko umieszczone w pokrywie bagażnika. W124, zamiast skrzynki, miały zestaw zawinięty w bordowy materiał i zazwyczaj jeśli ktoś go ma na sprzedaż, to za jakieś duże pieniądze. Podobnie jak z oryginalnym kanistrem (były okrągłe, wsadzane w koło zapasowe) – na giełdach czy Allegro chodzą po 600zł 🙁

    A w ogóle to test bardzo fajny. W swoim też tak piłem herbatę! Sama „kupeta” też bardzo ładna, choć mimo wszystko najbardziej ciągnie mnie do sedanów z kołpakiem – może to przez monolityczną bryłę C124, która bardzo powoli się starzeje?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *