Co warto, a czego nie warto kupować według KiP. Luty 2018

Zbliża się sezon na jeżdżenie fajnymi samochodami. Może już za miesiąc, może już za dwa, zaświeci wiosenne słoneczko, a cała sól zostanie spłukana z ulic. To dobry moment na rotacje w garażu. Przed wami pierwsza część poradnika, co warto, a czego nie warto (moim zdaniem) kupować – edycja luty 2018.

Co warto?

Bmw. Chociaż nie za bardzo je lubię, są to bardzo dobre samochody. Starsze egzemplarze, które były używane do różnego typu zabaw w drifty i tuningi, już dawno dokonały swojego żywota w jednej ze stacji kasacji pojazdów. Stąd też na rynku pozostały głównie egzemplarze seryjne, lub prawie seryjne. Niestety najczęściej z najsłabszymi silnikami. Nie jest to jednak wielkim problemem. W użytkowaniu typowym dla klasyka mocy wystarczy nawet w podstawowych wersjach. Niedostatki rekompensuje bardzo dobre prowadzenie.

O jakich modelach mowa? Głównie e30 – tu trzeba polować na okazję. Można kupić ciekawy egzemplarz za mniej niż 10 tysięcy. Trzeba jednak zaznaczyć, że zadbane samochody za tą cenę sprzedają się bardzo szybko. Pojawiają się natomiast na tyle często, że warto na nie polować. Czy warto sprowadzać e30 z zachodu? Raczej nie. Rynek jest już dość mocno przerzedzony i ciężko znaleźć cokolwiek sensownego za mniej niż 3000 euro. W Polsce będzie taniej. Za co warto dopłacić? Za dwudrzwiowego sedana, silnik inny niż ten o oznaczeniu m40, wersję przedliftową – tzw. wąską lampę oraz wszelkie wyposażenie dodatkowe (o ile jest zgodne z vinem) takie jak szpera, fotele sportsize, komputer pokładowy itp.

Nie warto za to, moim zdaniem, na razie interesować się e34. Lepiej poszukać starszej serii 5 – tzn. e28. Ma dużo więcej klasycznego sznytu i dużo rzadziej występuje na rynku. Nadal można jednak trafić egzemplarze w niezłej cenie. E34 występuje w naturze w ilościach hurtowych. Można wybierać sobie w każdej półce cenowej, jednak te zadbane „piątki” osiągają ceny nieadekwatne do wartości – czasem wyższe niż wspomniane wcześniej e28, czy e30. Jest to wynikiem tego, że ten samochód jest nadal traktowany jak zwykłe BMW. Tzn. kupują je fani marki i mocnych tylnonapędowych samochodów, a nie fani youngtimerów i klasyków. Moim zdaniem, za jakiś czas rynek się przerzedzi, wspomniani wcześniej obywatele przerzucą się na e39, a ceny e34 się ustabilizują.

Lepiej w tej chwili zainteresować się Bmw e32. Seria 7 z tamtych lat nie cieszy się zbytnim zainteresowaniem wśród kupujących. To bardzo ciekawe, ale wersję 730i, albo 735i z manualną skrzynią biegów można spokojnie kupić za okolice 10 tysięcy złotych. Na e34 z tym samym silnikiem musielibyśmy przygotować 2, albo 3 razy tyle. Do tego e32 gwarantuje nam lepsze wyposażenie i  wyższy komfort. Ceny serwisu i części? Wiadomo, będzie drożej ale nie jakoś dramatycznie.

Należałoby jeszcze wspomnieć, że Bmw lubią trochę pordzewieć. Dlatego warto spojrzeć na każdy egzemplarz pod kątem blacharskim i już na wstępie oszacować koszty i opłacalność ewentualnych napraw.

Czego nie warto?

Rośnie bańka na Maluchy i Polonezy. Jeszcze przed zimą można było kupić w miarę ładnego 126p FL’a za 2-3 tysiące złotych. W tej chwili stała cena to 5-6 tysięcy. Rotacja na rynku się zmniejszyła, poszczególne egzemplarze długo czekają na sprzedaż.  Myślę, że warto trochę poczekać, albo mocno negocjować cenę. Maluchy powinny trochę stanieć. Może nie do poziomu sprzed zimy, ale może na coś pomiędzy?

Co z Polonezami? Nie będę pisał o najwcześniejszych egzemplarzach – tzw. Borewiczach, bo ich ceny już dawno poszły bardzo mocno w górę i rządzą się swoimi prawami. Trochę późniejsze -tzw. Akwaria dążą w tym samym kierunku. Ale co dzieje się z Caro, przejściówkami, Atu i Plusami? Ceny rosną do jakiś niebotycznych rozmiarów. Uczciwa cena za średnio zgniłego Poloneza z lat 90, z archaicznym silnikiem 1,5, albo 1.6, to może 2000zł. Sprzedający prezentują nam natomiast zgniłki za 3-4 tysiące i teoretycznie wychuchane egzemplarze (z folią na dywanikach), za 10 i więcej tysięcy. Czy Polonezy za tyle pieniędzy znajdują nabywców? Niektóre chyba tak, ale nieliczne. Dlatego, tak jak w przypadku maluchów, warto ostro negocjować, albo po prostu poczekać.

Apropos czekania – opłaciło się w przypadku fiatów 125p. Ceny zadbanych egzemplarzy z lat 80 wróciły w okolice 10 tysięcy złotych. Możliwe, że to ostatni dobry moment, żeby kupić sobie „Kanta” w przyzwoitej cenie.

4 thoughts on “Co warto, a czego nie warto kupować według KiP. Luty 2018”

  1. W sekcji „co warto” zabrakło najbardziej oczywistego typu: Volvo.

    A co do E34 – jest to jeden z moich ulubionych modeli BMW i uważam, że właśnie teraz warto kupić takiego na daily „z perspektywą”.

    1. Volvo będzie. W którejś kolejnej edycji. Co do e34, na daily warto – owszem. W tym tekście bardziej chodziło mi o tematy, które już zaraz – nawet w niektórych wypadkach od razu po zakupie i „ogarnięciu” paru spraw mogą zyskać na wartości. Na e34 przyjdzie pora.

    2. Z Volvo to jest interesujący fenomen. Kiedy w 2013 roku szukałem dla siebie pierwszego samochodu, rozglądałem się za 240 i 740, ale jedyne co znalazłem, to rozpadające się wrosty. W tej chwili wybór jest całkiem niezły (choć to też zależy od dnia, pory roku, rynku, okresu godowego łosi :P) – trafiają się ładne Cegły i ciekawe siedemsety. Sam zresztą rozglądam się za 740/760 przed liftem w sedanie.

      E34 to świetny model, choć rzeczywiście nadal częściej spotykany jako daily driver niż wychuchany klasyk. U mnie w garażu stoi taka perłowo biała. Naprawdę urodziwy wóz – jeśli jest zadbany i nie zepsuty tuningiem.

      1. Na Volva trzeba polować. Trzeba też wiedzieć z jakimi usterkami można kupić auto, a z jakimi lepiej sobie odpuścić, bo ideały się praktycznie nie sprzedają. Miałem 3 240, jedną 940, jedną 760 i jeszcze 850 i v70. Może powinienem napisać jakiś poradnik o kupowaniu starych volv 🙂

        Niestety przedliftowe 700 cierpią bardzo na niską jakość wnętrza. Bywają też problemy, jak wóz miał tanią instalację LPG. Dlatego czasem można znaleźć wóz z ładną budą, ale silnik kicha i prycha, a wnętrze jest całe połamane i podarte. A części zamiennych brak, bo liczba kolorów, w których wychodziły wnętrza w serii 700 może przyprawić o zawrót głowy. Były szare (ale i w prążki i bez prążków na fotelach), błękitne, zielone, czerwone, beżowe itd. Oczywiście do tego w każdej odmianie albo skóra, albo welur, więc nie tak łatwo coś znaleźć. Na 700 warto polować w Szwecji, są niedrogie, dobrze serwisowane i w ładnym stanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *