Być jak Ari Vatanen – Peugeot 405

Kiedyś były takie czasy, że najlepszą promocją dla samochodu był jego udział w motorsporcie. Zupełnie bez znaczenia było to, że wersja produkcyjna miała z tą widywaną na rajdach i wyścigach wspólne jedynie tylne i przednie światła oraz ogólny zarys sylwetki nadwozia. Liczyło się to, że taki samochód jak mój wygrywał rajdy i bił rekordy odcinków.

Nie za bardzo lubię filmy krótkometrażowe. Ich fabuła zazwyczaj nie jest zbyt wciągająca (bo nie ma na to czasu), a ostatnie sceny pozostawiają wrażenie niedosytu i pytanie „co to było?” kołaczące się w głowie. Są jednak od tej reguły pewne wyjątki, na przykład film na którym Claude Lelouch spieszy się na randkę w Paryżu, albo Ari Vatanen wjeżdża Peugeotem 405 na Pikes Peak. „Climb Dance”, bo tak nazywa się drugi z wymienionych obrazów, zdobył wiele nagród na festiwalach filmowych. Oficjalnie jest to zapis próby pobicia rekordu wjazdu na Pikes Peak przez Vatanena w 1988. Próby zakończonej sukcesem (10:47:77). Nieoficjalnie zastanawiam się czy film, lub chociaż ujęcia z samochodu, nie zostały nagrane w innym czasie. W scenach filmowanych z helikoptera nie widać kamer umieszczonych na drzwiach oraz na przednim zderzaku Peugeota, a trzeba pamiętać że były to czasy, w których nikt nawet nie myślał o takich wynalazkach jak kamerka gopro.

„Climb Dance” uważam za dzieło wybitne. Oglądałem ten film bardzo dużo razy, zawsze marząc, żeby być jak Vatanen. Może niekoniecznie pod względem umiejętności, ale chociaż przejechać się Peugeotem 405. Wersja Turbo 16 GR widoczna na filmie to tak naprawdę wydmuszka bazująca na mechanice B grupowego 205 T16, z nadwoziem nawiązującym do designu drogowej 405. Została zbudowana w 4 egzemplarzach, do użytku w hill climb’ach oraz w rajdzie Paryż – Dakar, w którym to udało się dowieźć 2 zwycięstwa (1989 Vatanen/Ickx oraz 1990 Vatanen/Berglund). Wszystkie 4 egzemplarze przetrwały do dzisiaj. 3 znajdują się w kolekcji Peugeota, a jeden w rękach prywatnych.

Sukcesy w sporcie potwierdzone były gamą silnikową, którą można było znaleźć w Peugeotach 405, dostępnych w regularnej sprzedaży. Nie brakowało zarówno „gorących” wersji, takich jak T16, czy Mi16, jak również podstawowych 1.4 zasilanych gaźnikiem. To samo tyczyło się wyposażenia. Od totalnej biedy bez obrotomierza i z korbkami w drzwiach, aż po pełną skórę, elektrykę, klimatyzację, a także pneumatycznie unoszoną tylną oś – w wersjach 4×4.

W Polsce występują głównie modele po faceliftingu, z najsłabszymi silnikami, czy to benzynowymi, czy dieslami. Nie ma się czemu dziwić, jeszcze chwilę przed liftingiem 405 w Polsce panował ustrój ludowy, a zaraz po transformacji mało kogo było stać na drogie wersje wyposażeniowe. Co ciekawe, samochody te były również montowane w Lublinie.

Jaki jest więc egzemplarz widoczny na zdjęciach? Jest zupełnie inny. Pochodzi z rynku francuskiego. Został sprzedany w 1990 roku w salonie Peugeot-Talbot, jak wskazuje napis na oryginalnej tablicy rejestracyjnej. Wersja wyposażeniowa to SI – dostępna tylko na tamtejszym rynku. Jest trochę usportowiona, ma trójramienną kierownicę, tapicerkę w czerwone paski, szparunek w tym samym kolorze biegnący przez całą długość karoserii i całkiem mocny silnik – 1.9 o mocy 123 koni. Tak, to ta sama jednostka, która występowała w Peugeotach 205 gti, a także po zmianie głowicy na szesnastozaworową w 405 mi16.

Jak ten silnik radzi sobie w 405? Bardzo dobrze. Samochód jest dość lekki, waży tylko trochę ponad tonę. Ośmiozaworowy silnik jest bardzo elastyczny. Wręcz czuć, że kręcenie go po obrotach niewiele daje. Lepiej utrzymywać wskazówkę obrotomierza w środkowym zakresie. Niewielka, trójramienna kierownica dobrze leży w dłoniach. Peugeot chętnie jedzie w zadanym przez kierowcę kierunku. W długich, szybkich łukach zdradza swoją tendencję do bardzo przyjemnej i łatwej do opanowania nadsterowności.

Wnętrze 405 jest bardzo przytulnym miejscem. Deska rozdzielcza została zaprojektowana estetycznie, a radio zostało ukryte pod klapką. Na skórzanej gałce zmiany biegów schemat przełożeń został rozrysowany czerwoną czcionką. Bardzo dobrze zgrywa się to z czerwonymi paskami na szarej tapicerce. Same fotele i kanapa są bardzo wygodne. Rolę zagłówków pełnią przyjemne, mięciutkie poduszeczki, umiejscowione na szczycie foteli. Jedyne do czego można się przyczepić to bardzo krótkie siedziska. Jednak przy dłuższej jeździe okazuje się, że wcale nie jest tak niewygodnie. Bagażnik jest spory, generuje przyjemne dla ucha „kling” przy zamykaniu i posiada otwór do przewożenia długich przedmiotów.

Wada 405? Pomimo tego, że pochodzi z czasów kiedy Peugeot robił jeszcze porządne samochody (albo właśnie przestawał je robić), to trapią go różne niewielkie bolączki. A to jakiś plastik się wyrobił i coś lata, coś innego trzeszczy, wydech się rozszczelnia, olej podcieka tu i tam, a pomimo pełnego, chyba potrójnego ocynku, rdzewieje tylna część progów. To niby nie są wielkie rzeczy, ale w 405 dzieją się po prostu ciągle. Zawsze jest akurat coś, co wymaga wymiany albo naprawy.

Te drobne bolączki wcale nie przeszkadzają 405 w tym, co robi i robił najlepiej. Byciu prostym i pojemnym środkiem transportu. Najlepiej świadczy o tym fakt, że po wielu modernizacjach (raczej czysto estetycznych) jest dalej produkowany m.in. w Iranie. A trzeba pamiętać, że od premiery minęło już ponad 30 lat. Nadal lubię Peugeota 405. Mam gdzieś jego wady. Za kierownicą czuję się jak Ari Vatanen, a przecież tylko to się naprawdę liczy, prawda?


Mogę napisać artykuł o Twoim wyśmienitym samochodzie? Napisz na hubert@klasykiplastiki.pl

4 thoughts on “Być jak Ari Vatanen – Peugeot 405”

  1. Aż mi się łezka w oku zakręciła, kiedy to czytałem. 😉 Miałem dwie 405-ki w swoim życiu kierowcy. Tak jak pisałeś, Hubert, ‚bieda’ wersję, zmontowaną w Lublinie i drugą, ze wzmiankowanym 1.9 – 123 KM: przyjechał z Belgii, od pierwszego właściciela, miał trójramienną, drewnianą kierownicę, drewnianą gałkę skrzyni biegów, reflektory soczewkowe Valeo, przyciemniane szyby,spojler, opony Toyo i radio (nieoryginalne), uwaga – na pilot (dla mnie to był kosmos!). Oprócz tego, na wyposażeniu oczywiście także elektryka, klimatyzacja, ba! – podłokietnik. Fotele w tym egzemplarzu były tak przyjemne, wygodne, że mój przyjaciel lubił sobie w trasie ucinać drzemkę, podczas gdy w żadnym innym samochodzie nie był w stanie tego zrobić. Tylna kanapa to także rewelacja – okazało się, że idealnie nadaje się pod namiot jako turystyczne łóżko. Szczerze przyznam, że w tym aucie było coś wyjątkowego jak dla mnie – żadnym innym czy to wcześniej, czy to później, nie jeździło mi się tak dobrze, jak własnie poczciwą 405-ką. Wady – jasne, miałem do czynienia ze wszystkim, co wymieniłeś i jeszcze więcej. Ale w pamięci chowam sentyment i wszystkie zalety mojego ukochanego auta. Dzięki za artykuł, pozdrawiam!

    1. Dzięki za komentarz! 😉 Czy w Twojej 405, tej bardziej wypasionej, były może takie bardziej rozbudowane fotele, z lepszym trzymaniem bocznym i dłuższym siedziskiem? Wiem, że występowały takie w Mi16, ale może w słabszych modelach też dało je się spotkać? W ogóle na zachodzie (zresztą tak samo jak u nas). te samochody dość mocno wyginęły, a te które są nieźle trzymają cenę. Naprawdę taka 405 z dobrym wyposażeniem, to jest moim zdaniem perfekcyjny wóz na codzień. W egzemplarzu ze zdjęć niestety w letnie dni brakowało klimatyzacji, albo chociaż szyberdachu.

  2. Cała przyjemność po mojej stronie. 😉 Z tego co kojarzę, to tak – zwłaszcza to trzymanie boczne jakoś zapadło mi w pamięć. Masz rację, bo jakoś nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widziałem 405 i do tego zadbaną. Heheh, gdybym miał tylko okazję, to z największą chęcią jeździłbym tym Peugeotem. Klimatyzacja zdecydowanie sporo daje 😉 Przypomniałem sobie też jeden mankament, który pojawiał się podczas zimy – trzeba było zacisnąć zęby podczas siadania na lodowato zimnych, skórzanych fotelach 😀 Ale poza tym – rewelacja!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *