8 samochodów, których nie muszę mieć, mając Volvo 240.

Kiedyś było łatwiej, bo samochody dzieliły się na kilka podstawowych segmentów, z których każdy miał spełniać określone kryteria. Chciałeś jeździć po mieście? Od tego był miejski kompakt. Zabierałeś rodzinę wraz z dużą ilością bagażu? Wynaleziono już nadwozie kombi. Mieszkałeś w środku lasu i wyjazd z domu wymagał zjechania z Zawratu i podjechania pod Giewont? Samochody terenowe radziły sobie z tym dosyć dobrze. W latach późniejszych wymyślono samochód typu SUV, który w zamyśle miał łączyć wiele z tych funkcji w jednym pojeździe, ale… no nieważne. Stara ludowa prawda mówi, że jak coś jest do wszystkiego, to w praktyce jest do niczego. Oczywiście, każdy ma też inne oczekiwania wobec samochodu, toteż stworzenie idealnej hybrydy wszystkich możliwości rzadko jest trafione. Z mojego punktu widzenia, trafionym w punkt połączeniem jest to występujące w Volvo 240, którym szczęśliwie jeżdżę już prawie dwa lata. Samochodu używam na mnóstwo różnych sposobów, tych bardziej typowych oraz tych zdecydowanie mniej. Volvo skutecznie radzi sobie w większości z nich. A oto typy samochodów, które tym sposobem nie są mi potrzebne:

Samochód miejski

Chociaż gabaryty mogą temu przeczyć, 240 bardzo dobrze spisuje się w miejskiej dżungli. Zaparkowanie w ciasne miejsce prostopadłe? Żaden problem. Wykręcenie na wąskiej uliczce? Robi się. Przeciskanie się na centymetry między zaparkowanymi samochodami? Potrzymaj mi piwo. Kanciasta sylwetka z dużą powierzchnią przeszkloną czyni manewrowanie niezbyt uciążliwym, ponieważ wielkość samochodu można wyczuć z dokładnością prawie co do centymetra, zwłaszcza z tyłu, który jest niemal idealnie pionowy. Dość krótkie drzwi nie utrudniają wsiadania i wysiadania z samochodu, co często jest problemem np. przy nadwoziach trzydrzwiowych. Mały, jak na tak długi samochód, promień skrętu pozwala zawrócić „na raz” na każdym skrzyżowaniu, bez konieczności cofania albo przynajmniej zajmowania dwóch pasów ruchu. Wartością dodaną jest też duży moment obrotowy silnika, który powoduje, iż ponad ćwierćwieczny stary diesel nie zostaje w tyle na światłach. Przyspieszanie przy zmianie pasa też nie jest kłopotem. Jako, że jest to właśnie stary diesel, pozbawiony układu common-rail i przede wszystkim, turbodoładowania, odpowiednie dla miejskiego samochodu jest też spalanie, które spokojnie mieści się w ramach 7-8 litrów na 100 km. Jakieś wady? Niestety, nie da się zatuszować faktu, że Volvo 240 w tym nadwoziu ma prawie 5 metrów długości, co robi sztukę z parkowania równoległego. Samo wpasowanie samochodu jest bardzo wygodne, ze względu na dużą zwrotność, ale już znalezienie odpowiednio skrojonego miejsca wymaga nieco więcej fatygi.

Za ciasno? Nie dla tego samochodu

Minivan

Dzięki dużej ładowności i dużemu bagażnikowi, samochodem spokojnie może jechać pięć osób z bagażem. Wóz daje radę zarówno z gabarytem, jak i z obciążeniem, zatem wielodniowe wyjazdy z grupą znajomych nie są żadnym problemem. A jeżeli miejsca na bagaż, jakimś cudem, jednak brakuje, do relingów dachowych można przymocować dodatkowy bagażnik, co daje jeszcze większe możliwości upakowania toreb i plecaków. Co ciekawe, wóz jest siedmiomiejscowy, gdyż w bagażniku znajduje się fabryczna rozkładana ławka dla dwóch osób. Miejsca są zupełnie legalne, albowiem posiadają własne trzypunktowe pasy bezpieczeństwa. Ławka jest umieszczona tyłem do kierunku jazdy, ale po zdemontowaniu kraty oddzielającej bagażnik od kabiny, można spokojnie prowadzić konwersację z pasażerami na tylnej kanapie. Niestety, osoby mające więcej niż 160 cm wzrostu mogą odczuwać wyraźny dyskomfort, bo miejsca na wysokość nie jest wiele. Bokiem wychodzi wysoka podłoga, spowodowana umieszczeniem pod nią mostu napędowego. Jednakże podróżowanie w piątkę dorosłych i dwójkę dzieci w wieku podstawówkowym jak najbardziej wchodzi w grę. A co z wówczas z bagażem? Trochę miejsca zostaje obok ławki, a zawsze można też wyrzucić wszystko do bagażnika dachowego. Nie porywa niestety liczba schowków, ograniczająca się tak naprawdę do zamykanego schowka przed pasażerem i kieszeni w drzwiach przednich.

Trochę wyrośnięci uczniowie ósmej klasy podstawówki, ale da się zająć dodatkowe miejscówki. fot. Jarek Michalski

Samochód międzymiastowy

Funkcja bardzo łączy się z byciem minivanem, ale równie ważne, co szeroko rozumiane możliwości przewozowe auta, są jego inne mniej lub bardziej namacalne parametry, czyniące z Volvo idealny samochód międzymiastowy. Już podczas dziewiczej podróży z zachodnich Niemiec do centralnej Polski porządnie przetestowałem wóz pod kątem przydatności na długich trasach. Mój towarzysz podróży, Hubert P., przemierzał trasę za kierownicą nowej Skody Rapid i w Warszawie wysiadł z trwałym skrzywieniem kręgosłupa, wypadniętymi dwoma dyskami i odleżynami na kończynach, ponadto stracił całe poczucie humoru. Ja tę samą trasę pokonałem podróżując Volvo i byłem zmęczony jedynie faktem funkcjonowania przed ponad 24 godziny bez dłuższego odpoczynku. Jeżeli chodzi o komfort jazdy, mogłem tym samochodem jechać bez ustanku, aż dojechałbym do Oceanu Indyjskiego. Siedzenia nie są finezyjne, zwykłe płaskie miejscówki z kawałka drutu, gąbki i materiału rodem z kanapy u babci, ale ich sprężystość jest po prostu wyśmienita. Fotele są miękkie, dzięki czemu nie ma się wrażenia spoczywania na drewnianym stołku. Idealnie amortyzują wszystkie niepożądane wstrząsy i powodują, że kierowca się po prostu zupełnie nie męczy samą jazdą. To w połączeniu z równie kanapowym zawieszeniem tworzy bardzo przytulny mikroklimat, gdzie człowiek czuje się jak na wygodnej sofie w salonie. A no i zapomniałbym, prawdopodobnie dopiero po dojechaniu do Oceanu Indyjskiego trzeba będzie tankować, bo silnik diesla z VW LT bardzo lubi długą i równą jazdę, podczas której spalanie jest w stanie zejść do pułapu 5-5,5 litra. Oczywiście jazdę w umiarkowanym tempie, gdyż osiąganie prędkości autostradowych przy tej mocy i aerodynamice powoduje zassanie zbiornika paliwa i powstanie dziur powietrznych, w które wpadają całe ciężarówki. Przejechanie na jednym tankowaniu ponad 1000 km jest jednak zupełnie normalne.

Do Trójmiasta, po Trójmieście, na Hel, do Trójmiasta, znowu po Trójmieście i do Warszawy. Oczywiście, wszystko na jednym zbiorniku paliwa

Samochód terenowy

Jedną z bardziej zaskakujących zalet Volvo jest dla mnie jego dzielność w terenie. Owszem, nie jest tak, że wjedzie w najtrudniejszy teren (wjechać, wjedzie ale potem trzeba iść po traktor – przyp. red.), ale wóz nie klęka przed byle szutrem i błotkiem. Dzięki dużemu prześwitowi, prostemu zawieszeniu i małemu promieniowi skrętu, trudno się zakopać albo „powiesić” na jakiejś przeszkodzie. Solidne (acz bardzo proste) zawieszenie powoduje, że nic się nie rozpadnie po przejechaniu przez wertepy, niekoniecznie z minimalną prędkością. Regularnie zdarza mi się wyjeżdżać z domu „na skróty” przez pole kapusty, gdzie nie zagląda nawet dzika zwierzyna i nigdy nie napotkałem najmniejszego problemu. No dobra… raz zdarzyło się zakopać w błocie powstałym z rozpuszczonych kilkunastu centymetrów śniegu, ale i tak samochód przejechał prawie całą drogę, a spuchł dopiero dwa metry przed drogą utwardzoną. Przeskakiwanie przez zapadnięte studzienki i krawężniki w ogóle na samochodzie nie robi wrażenia, a i raz nawet zdarzyło się zjechać po schodach, kiedy sytuacja tego wymagała.

Jadąc środkiem lasu można się tak zapędzić, aż dojedzie sie do opuszczonej wiochy przy samej granicy państwa
Jak na możliwości tego samochodu, nieutwardzona droga wyjeżdżona na środku pola jest niczym równiutka droga ekspresowa

Samochód kempingowy

Może nie w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo w Volvo brakuje jednak kuchni i łazienki, ale nie ma większego problemu z wykorzystywaniem samochodu jako miejsca do spania. Po rozłożeniu tylnej kanapy i otwarciu kraty ochronnej, powstaje idealne dwuosobowe łóżko. Bagaże można w tym czasie przerzucić na przednie fotele albo wyrzucić do bagażnika dachowego, jeżeli takowy zabraliśmy ze sobą, aby nie musieć rozkładać się pośród toreb i walizek. Powierzchnia do spania ma dwa metry długości, licząc od oparć przednich foteli do tylnej klapy, a więc osoba praktycznie każdego wzrostu spokojnie się umieści i stopy nie będą wystawać spod kołdry. Minus to brak ogrzewania postojowego, przez co funkcja wozu kempingowego sprawdza się tylko podczas letnich wyjazdów, kiedy temperatura otoczenia nie spada poniżej 15 stopni. Tym niemniej, jadąc w sezonie letnim gdzieś we dwoje nie trzeba się martwić o pilne szukanie noclegu.

Spokojnie można z tym miejscu zakończyć jazdę…
… i poczuć się jak u siebie w domu

Samochód dostawczy

Cegła zdecydowanie lepiej od wozu kempingowego sprawdza się jako wóz dostawczy, w szerokim kontekście. Długa na dwa metry przestrzeń ładunkowa spokojnie mieści dwa segmenty meblościanki, osiem kół z oponami, dwa silniki R4, dwadzieścia skrzynek z butelkami i masę innych rzeczy (na raz – przyp. red.), które do normalnego samochodu osobowego się nie mieszczą albo wychodzą przednią szybą. Nawet bez składania tylnej kanapy możliwości przewozowe są ogromne, ale np. silnik wchodzi wówczas już tylko jeden. Powierzchnia bagażnika jest niemal idealnie foremna, więc nie trzeba grać w Tetrisa i upychać wszystkiego kolanami. Ponadto, przestrzeń bagażowa umożliwia dosyć elastyczne warunki aranżacji. Bagażnik od części pasażerskiej jest oddzielony odchylaną kratą, która ma chronić pasażerów przed wpadającą do środka przy hamowaniu stertą pudeł. Sama krata bardzo skutecznie sprawdza się jako miejsce mocowania linki zabezpieczającej bagaż przez samoistnym zmienianiem położenia, ale także jako punkt oparcia długich przedmiotów, jak np. dwumetrowa deska. Takowa idealnie wchodzi w „okienko” w kracie i nie jeździ po całym pojeździe na każdym zakręcie. Demontaż kraty zajmuje jakieś 30 sekund, a usunięta spokojnie mieści się w kącie bagażnika. Jedyny mankament bagażnika w Volvo 240 to dosyć wysoka podłoga, co wymaga krzepy przy ładowaniu głazów narzutowych. Niestety, taki urok mostu napędowego pod podłogą, który uniemożliwia poprowadzenie podłogi niżej.

Samochód techniczny podczas rajdu „Persona Ma Grata”. Po zrobieniu zdjęcia, dorzuciliśmy jeszcze dwa pudła przez tylne drzwi

Samochód na rajdy turystyczne

Z pewnością producent nie uwzględniał tej funkcji przy projektowaniu auta, ale nie da się ukryć, że jego funkcjonalność w tego typu imprezach jest wręcz wzorowa. Dla niekumatych, w rajdach turystycznych zazwyczaj po samochodzie fruwają stosy kartek, co chwilę trzeba coś zapisywać, wsiadać, wysiadać, itp. Otwierany do dołu schowek, którego drzwiczki ustawiają się idealnie poziomo, doskonale nadaje się jako półka na odkładanie podkładki w formacie A4 wraz z górą kartek, których nie trzeba wyrzucać gdzie popadnie. Bardzo zmyślna mała półeczka na górze deski rozdzielczej z kolei świetne pasuje na długopisy, ołówki, cyrkle, linijki i inne specjalistyczne przyrządy, potrzebne w rajdach nawigacyjnych. Kartki też jest do czego przymocować, bo chociaż struktura plastiku deski rozdzielczej „nie chwyta” taśmy samoprzylepnej, to posiada bardzo przydatny daszek nad częścią środkową, który przyjmie każdy format przypięty spinaczem. Lampka podświetlenia wnętrza nie dość, że daje bardzo solidne światło w całej kabinie (także z tyłu), to jej umiejscowienie nie powoduje rzucania cienia na kartki leżące na kolanach. Ten problem mam chociażby w BMW, gdzie lampka świecąca z boku idealnie zacienia moją głową wszystkie papiery. Często startuję w imprezach samochodów zabytkowych, na który Volvo też idealnie się nadaje. To fakt, że rocznik 1992 i 26 lat w momencie pisania tego tekstu nie jest przepustką na wszystkie takie wydarzenia, ale że samochód konstrukcyjnie i dizajnersko pochodzi jeszcze z wczesnych lat 70, to nikt o nic nie pyta. Wóz nie wyróżnia się z tłumu na tle prawie 40-letnich Fiatów, Peugeotów i Mercedesów, mimo że jest od nich dużo młodszy. Volvo dzięki swojej zupełnie nieadekwatnej do gabarytów zwinności, nie odstaje też na próbach zręcznościowych, gdzie slalom między pachołkami nie jest żadnym problemem. Kłopoty pojawiają się dopiero na długiej prostej, gdzie zazwyczaj szybsze auta odskakują na dwie długości, ale wszystkiego mieć nie można. Próby sportowej tym samochodem jednak wygrać się po prostu nie da i trzeba z tym żyć.

Użytkowanie dużego kombi z silnikiem diesla, robisz to prawidłowo. fot. Cezary Kępka

Samochód do codziennego użytku

Po prostu. Większość właścicieli klasyków woli na co dzień jeździć czymś nowocześniejszym. Praktyka posiadania klasyka na lato i plastika na zimę jest bardzo powszechna i trudno się temu dziwić, bo jak źle by nie patrzeć na nowe samochody, oferują one znacznie więcej wygód, które dla wielu użytkowników są już zbyt oczywiste, aby z nich rezygnować. Często panuje przekonanie, że nowszy samochód jest mniej awaryjny, tańszy w utrzymaniu i ogólnie lepiej dopracowany. Z częścią rzeczy się zgodzę, bo jednak postęp w dziedzinie niskiego zużycia paliwa jest niezaprzeczalny, do tego bez większej szkody na dynamice jazdy. Tak samo, w wielu przypadkach poziom tak zwanego komfortu jazdy zdecydowanie się podniósł. Ale co w sytuacji, kiedy Volvo jest bezawaryjne, bezkonkurencyjnie wygodne, bardzo oszczędne w mieście i w trasie, niesamowicie funkcjonalne i wystarczająco dynamiczne, przynajmniej na moje codzienne potrzeby? Tym sposobem posiadam samochód, który zastępuje mi osiem innych. Dlatego mogę mieć różne inne graty i mam je gdzie postawić.

Samochód na każdą porę roku, także na jesień i zimę

5 thoughts on “8 samochodów, których nie muszę mieć, mając Volvo 240.”

  1. Wspaniały wóz, co tu dużo mówić! Tak jak wspomniałem pod artykułem o Baleronie, w 240 kombi spędziłem dzieciństwo i był to chyba pierwszy samochód, jaki w ogóle prowadziłem (na kolanach ojca, ale zawsze). Kiedy się nim jechało, czuło się tą solidność i ciężar, a z drugiej strony zbierał się całkiem przyjemnie, no i był skubaniec zwrotny. W sumie to jeśli dobrze pamiętam, mieliśmy 4 albo 5 tych Volvo, w tym jednego sedana w kolorze beżowym, którym pojechaliśmy do kina na I część Gwiezdnych Wojen 😀

    A egzemplarz ze zdjęć bardzo ładny, zresztą widziałem na żywo! Świetny dobór kół swoją drogą, zarówno tych z pierwszego, jak i piątego zdjęcia. Fajnie, że 240 są w Waszym gronie takie popularne 🙂

    1. Miło słyszeć, dziękuję 🙂 Co do tej solidności i ciężaru, zaiste czuć to, ale zależy, z jakiej perspektywy. Z zewnątrz faktycznie Volvo sprawia wrażenie, jakby było odlane z jednolitej bryły stali, z wycięciami na okna i drzwi, ale w środku jedna czuć, że jakoś tworzyw jest mocno przeciętna. W takim Mercedesie czy BMW z tego samego okresu widać, że tworzywa są zdecydowanie lepszej jakości, a w Volvo często mam wrażenie, że są zrobione z kartki papieru i popękają przy mocniejszym dotknięciu. Po dachu i masce zaś można dosłownie biegać i skakać, zniesie wszystko 🙂

  2. 1. Zdjęcie z bagażnika skądś znam 😉
    2. Większość ludzi, którzy na zimę chowają klasyka do garażu, robi to nie ze względu na komfort (choć np. argument parowania szyb zdecydowanie bym zrozumiał), tylko… rdzę. A konkretnie sól, która najzwyczajniej w świecie niszczy budy starych aut.

    1. 1. To już zagadka wyjaśniona 😉 Miałem zdjęcie na dysku i nie pamiętałem, jaka była jego historia.
      2. Rdza to też argument, ale nie da się jednak ukryć, że przy współczesnym elektronicznym świecie prawie 30-letnie samochody mocno odstają w wielu kwestiach. Mi osobiście to kompletnie w niczym nie przeszkadza, ale znam mnóstwo osób, które po prostu są chore bez tych wszystkich gadżetów. Temat rdzy działa w przypadku korespondencji zabytku z bardzo nowym samochodem, bo dużo kilkunastoletnich samochodów czas pod tym kątem też nie oszczędza 🙂 Takie samochody, jak np. Audi 80, są praktycznie niezniszczalne przez ocynk, a takie Fordy z przełomu wieków i trochę późniejsze już często wyglądają słabo.

      1. Ale różnica jest taka, że kilkunastoletniego Forda niezbyt żal (tzn. może być go żal, jeśli chwilowo nie masz szans na inny samochód), a takiej starszej Cegły (zanim zaczęli je cynkować) i paru innych sprzętów już tak.

        A co do elektronicznych wspomagaczy – wracając do domu ślicznymi, białymi ulicami i każdy pusty zakręt pokonując lekkim boczurem, cieszyłem się jak ośmiolatek, że Skanssen ich nie ma 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *